Zdrowia… życzy stary wagabunda z „CZARNEGO DIAMENTU”

ZDROWIA, SZCZĘŚCIA ORAZ SPEŁNIENIA MARZEŃ W NOWYM 2015 ROKU Z KIWILANDU ŻYCZY STARY WAGABUNDA Z  „CZARNEGO DIAMENTU”

  
Kochani !!!!!
2014 rok już za nami. Uważam, że dla mnie był bardzo szczęśliwy. Zrealizowałem swoje marzenia, aby jeszcze raz popłynąć przez Pacyfik. Miałem szczęście, że udało mi się zebrać na tak długi rejs bardzo dobrą załogę. Pięciu doświadczonych kapitanów (Piotr, Witold, Patryk Leszek i ja) oraz nasza „złota” młodzież, czyli Ania, Mateusz, Kuba i Wojtek. Muszę przyznać, że młodzi na czele z Anią, czasami dawała nam „popalić”. Najważniejsze, że zgodnie z planem dotarliśmy do Nowej Zelandii i rozstaliśmy się bez żadnych problemów. A udało się nam zaliczyć dużo więcej portów i wysp niż planowałem. W tym też bardzo duża zasługa małżonki Patryka – Elżbiety.
W Kostaryce Witold stwierdził, że dla mnie ten rejs to rejs sentymentalny. Odwiedziłem kilka miejsc w których zatrzymaliśmy się 32 lata temu. W Golfito dowiedziałem się, że mój stary znajomy Tom odszedł już na „ostatnią wachtę”. Ale ku wielkiej radości miałem możność spotkać się z Lulu, córką Toma. 32 lata temu mała Lulu często podpływała do CZARNEGO na swoim maleńkim canoe i pozdrawiała nas. Obecnie Lulu mieszka na farmie swojego małżonka przy granicy z Panamą i pracuje jako celniczka.
Na Bora-Bora miałem spotkanie po 32 latach ze Staszkiem Wiśniewskim. W zacisznym domku nad laguną przy wyśmienitej kolacji. Z Elą i Patrykiem słuchaliśmy opowieści Stana i Małgosi o ich wyspie, cyklonach i życiu na Polinezji.
W Nowej Zelandii odwiedził mnie Kazik Jasica, z którym pierwszy raz spotkałem się też 32 lata temu. Odwiedziła nas również Nadine Kuczera z córką i synem. Nadine poznała Bernarda, przyszłego małżonka, na CZARNYM DIAMENCIE i przepłynęła z Australii do Południowej Afryki. Niestety Bernarda juz nie spotkałem. Kilka lat temu odszedł na „ostatnią wachtę”.
Tutaj w Whangarei też mi szczęście dopisało. Poznałem wspaniałą rodzinkę. Ala i Sławek mieszkają w Nowej Zelandii ponad 12lat. Mają dwie wesołe córeczki Natalkę i Oliwię. W Nowej Zelandii nie można kupić normalnego chleba. Ala zadbała o nas i często zajadaliśmy się jej chlebem. Miałem wybitne szczęście trafić na Polską Wigilię i Sylwestra, które spędzałem właśnie u Państwa Szostków.
Sławek ukończył Wydział Mechaniczny w Szkole Morskiej w Gdyni. Tak, więc uruchomił Nissana. Dzięki Sławkowi uczestniczyłem w łowieniu węgorzy a kilka dni temu w polowaniu na zające. Pasztet z zająca to specjalność Ali a „pie”, czyli zapiekanka z zająca to specjalność Sławka. Obecnie Kuba z Karoliną (dziewczyna Kuby) i Wojtkiem przebywają na południowej wyspie.
Ja dalej pracuje przy remoncie jachtu. I tak czas leci.
Serdecznie pozdrawiam z CZARNEGO DIAMENTU — Jurek.