ALANDY

GDYNIA 150627

150628 LdM 8309 - 002  150628 LdM 8309 - 003  150628 LdM 8309 - 004

Alandy, moje a właściwie nasze Alandy. Bo przecież rejs na te wyspy wymyślił i na taki rejs nalegał Piętaszek. Przed rejsem gorączkowo przygotowywałem jacht do ostatniej chwili. Jeszcze dwa dni przed wyjściem robiłem przegląd silnika – olej, filtry, wirnik pompy wody, no i trzeba było wykombinować nowy lub naprawić przepalony kolektor wydechowy. Trochę kosztowało mnie to wszystko nerwów i pieniędzy, ale udało się zrobić wszystko na czas. Zgodnie z założeniami wyszliśmy w morze 27 go czerwca (Sobota) o 14:00. Komitet pożegnalny stanowiła Marysia, która przywiozła nas swoim samochodem i jej przyjaciółka Patrycja. Za nim opuściliśmy Marinę w Gdyni stanęliśmy na chwilę przy Lotosie gdzie uzupełniłem paliwo do pełna. Według naszych rejsowych standardów ja zabezpieczałem paliwo, opłaty portowe i stronę techniczno-nawigacyjną rejsu a Piętaszek, jak zawsze, dbał o aprowizację i kulturę rejsową, czyli był naszym intendentem i turystycznym przewodnikiem.

150628 LdM 8309 - 006  150628 LdM 8309 - 009  150628 LdM 8309 - 012

Plan rejsu ułożony był już wiele miesięcy temu dość precyzyjni, ale nie znaczy to, że nie mogliśmy go zmieniać w zależności od pogodowych i innych okoliczności. Jedynymi punktami niezmiennymi w planie był port Turku w Finlandii i Mariehamn na Alandach. Pogoda pozornie nam sprzyjała, ale był i negatywny element zbyt ładnej pogody – brak wiatru, co uniemożliwiało nam wykorzystanie efektywne żagli. Rejs jest planowany na 5 węzłów szybkości, którą winienem utrzymać i brak wiatru powoduje konieczność uruchomienia silnika. Czekanie na wiatr na morzu nie ma sensu. Piętaszek zaproponował wejście nie do Venspilts (Łotwa), jak planowaliśmy, a do bliższego portu Liepaja, gdzie moglibyśmy przespać noc i z porannym, oczekiwanym wiatrem ruszyć dalej. Tak też zrobiliśmy.

LIEPAJA

LIEPAJA 150629

150628 LdM 8309 - 058 150628 LdM 8309 - 024  150629 LdM 8309 - 001

Cumowaliśmy w tym porcie w ubiegłym roku w drodze do Helsinek i nie byliśmy zadowoleni ani z serwisu ani z samego, wyludnionego, pustego i raczej ponurego miasta. Tym razem jednak spotkaliśmy się z bardzo miłą obsługą i dostępnością do wszystkiego bez dodatkowych opłat (!). Prąd, woda, toaleta, nieograniczony prysznic i Internet wliczone były w niewysoką opłatę 18 euro. Nadmorski bulwar jest już uporządkowany a przy nim kilka atrakcyjnych klubów, restauracji czy pubów. Tym razem otoczenie zrobiło na nas miłe wrażenie – idzie ku lepszemu! Wypiliśmy miejscowe piwo (niezłe), zjadłem obowiązkowo lody i na dobrą obiado-kolację wróciliśmy na jacht. Na kanale pływały rowery wodne w kształcie volkswagenów garbusów, do których na brzegu ustawiała się kolejka. Widać było, że ten port w końcu zaczyna jakoś żyć. Z porannym, wcześnie wstającym słońcem, opuściliśmy Liepaję w poszukiwaniu korzystnego wiatru i kolejnego portu w drodze do Turku.

150628 LdM 8309 - 063 150628 LdM 8309 - 023 150628 LdM 8309 - 020

ZEJMAN

150720

Nie milkną słowa oburzenia.
Honorowy członek Klubu Morza „Zejman” kpt. Jerzy Knabe, powszechnie znany w środowisku żeglarskim autorytet tak napisał o zagładzie „Zejmana” na Wyspie Spichrzów. Nic dodać, nic ująć, Dziękujemy Ci Jurku za mocny publiczny głos w wielce bulwersującej nas Gdańszczan sprawie.
Stary ZEJMAN idzie na dno

Klub „Zejman” idzie na dno.
Bywalcy i sympatycy mają jeszcze okazję do pożegnania starych progów ulubionego miejsca i zobaczenia na własne oczy dzieła zagłady. W sobotę 18 lipca 2015 od godz. 17-ej mogą wziąć udział w smutnym, ale i historycznym wydarzeniu. Dopełnia się zarządzona przez magistrat eksmisja, czyli w efekcie zniszczenie słynnej na cały świat tawerny żeglarskiej Klubu Morza ZEJMAN. Zgodnie z jej tradycją i praktyką historycznych inscenizacji, w rytm szanty granej przez Ryszarda Linerta, uroczyście przetoczone będą na okrąglakach ostatnie dwa eksponaty z ZEJMANA – oryginalny maszt i fragment stępki ze starych żaglowców – z wnętrza spichlerza „Steffen” na ulicę Chmielną. Stary ZEJMAN zostanie ostatecznie zamknięty. W porównaniu do pływającego statku – to będzie symboliczne otwarcie zaworów dennych i posłanie jednostki na dno.
Będzie to już zakończenie rozpoczętej 15 maja br. przeprowadzki do nowej siedziby klubu w Bramie Nizinnej na południowej rubieży miasta. To tam, niestety już zdala od staromiejskiego portu oraz współczesnej mariny, Andrzej Dębiec, wraz z zespołem wiernych wolontariuszy, ratuje co się da z katastrofy i usiłuje podtrzymać prowadzoną od lat dwudziestu działalność.

Ta działalność kulturalna i marynistyczna doskonale podkreślała charakter hanzeatyckiego miasta portowego, była pożyteczna i doceniana przez bardzo wielu w kraju i zagranicą. Takiego typu przedsięwzięcie, gdyby jego potrzebę miasto dla siebie dostrzegło i postanowiło zorganizować, to wielkie i kosztowne zadanie dla specjalistów PR. Wtedy – być może – decyzje o jego przyszłości byłyby mniej lekkomyślne. Ale to przedsięwzięcie było miastu podane na tacy, powstało organicznie, z ideowej pasji i zaangażowania, społeczną pracą prywatnych osób, a do tego właściwie bez urzędowych kosztów. Zatem urzędowo niewiele warte i łatwe do spisania na straty. Wartości wyższego rzędu i interes społeczny nie zostały uwzględnione. W budżecie nie mają sprecyzowanych wartości, więc któż miałby się tym przejmować? A deweloperzy i prywatny wielki kapitał? A to coś zupełnie innego, bo tutaj mowa o bardzo konkretnych, określonych i wielocyfrowych wartościach, abstrahując zresztą od tego, w którym i czyim budżecie się pojawią…
Jerzy Knabe
Londyn