ŻEGLARSKIE SZKOLENIE

DSC_4652 DSC_4623 DSC_4611 150823 LdM 8814 - 054 150823 LdM 8814 - 043 150823 LdM 8814 - 036

„Gołąbkowy Rejs” – tak nazwali swój stażowo-szkoleniowy rejs Halinka i Andrzej Piksowie, którzy przyjechali na „LOBO DE MAR” aż ze Śląska. To ich już drugi rejs na naszym jachcie a poznaliśmy się na pokładzie „POGORII”, gdzie byłem instruktorem od spraw bezpieczeństwa żeglugi. Gołąbki w tytule wynikają z tego, że Halinka robi znakomite gołąbki, które są podstawowym zabezpieczeniem naszego jachtowego prowiantu – są naprawdę znakomite. Teraz przywiozła ich aż 20 – było się czym delektować. Niedawno Halinka i Andrzej skończyli w Gdyni kurs Sternika Morskiego (tzw. MORS) i czas na praktykę i staż zliczany do dyplomu Kapitana Jachtowego. Marzy im się własny jacht i samodzielne podróże po morzach. Chcą się do tego starannie przygotować. Doszli do wniosku, że pod moim okiem mogą się czegoś nauczyć i z mojego doświadczenia skorzystać. Przepisy dzisiaj są pod tym względem bardzo liberalne, ale każdy rozsądny człowiek, który chce zmierzyć się z morzem wie, że powinien coś o żeglowaniu, nawigacji i bezpieczeństwie żeglugi wiedzieć.  Andrzej pełnił obowiązki Kapitana, Halinka I-go oficera a ja byłem tylko pilotem i Piętaszek, który dołączył do nas w Pucku, uzupełniał załogę. Trzydniowy rejs na „LOBO DE MAR” był znakomitą okazją do podniesienia swoich umiejętności. Mieliśmy piękną pogodę z umiarkowanym wiatrem i znakomitą atmosferę na jachcie. To był naprawdę fajnie i pożytecznie spędzony czas. Schodząc w Gdyni z jachtu nasi goście ze Śląska już umawiali się z nami na kolejny rejs w przyszłym sezonie – mam nadzieję, że popłyną z nami w dalszy rejs.

150823 LdM 8814 [MS] 150823 LdM 8814 - 075 150823 LdM 8814 - 060 150823 LdM 8814 - 053 150823 LdM 8814 - 051 150823 LdM 8814 - 041

GOŁĄBKOWY REJS

„Gołąbkowy Rejs” – tak nazwali swój stażowo-szkoleniowy rejs Halinka i Andrzej Piksowie, którzy przyjechali na „LOBO DE MAR” aż ze Śląska. To ich już drugi rejs na naszym jachcie a poznaliśmy się na pokładzie „POGORII”, gdzie byłem instruktorem od spraw bezpieczeństwa żeglugi. Gołąbki w tytule wynikają z tego, że Halinka robi znakomite gołąbki, które są podstawowym zabezpieczenia naszego jachtowego prowiantu – są naprawdę znakomite. Teraz przywiozła ich aż 20 – było się czym delektować. Niedawno Halinka i Andrzej skończyli w Gdyni kurs Sternika Morskiego (tzw. MORS) i czas na praktykę i staż zliczany do dyplomu Kapitana Jachtowego. Marzy im się własny jacht i samodzielne podróże po morzach. Chcą się do tego starannie przygotować. Doszli do wniosku, że pod moim okiem mogą się czegoś nauczyć i z mojego doświadczenia skorzystać. Przepisy dzisiaj są pod tym względem bardzo liberalne, ale każdy rozsądny człowiek, który chce zmierzyć się z morzem wie, że powinien coś o żeglowaniu, nawigacji i bezpieczeństwie żeglugi wiedzieć. Trzydniowy rejs na „LOBO DE MAR” był znakomitą okazją do podniesienia swoich umiejętności. Mieliśmy piękną pogodę z umiarkowanym wiatrem i znakomitą atmosferę na jachcie. To był naprawdę fajnie i pożytecznie spędzony czas. Schodząc w Gdyni z jachtu nasi goście ze Śląska już umawiali się z nami na kolejny rejs w przyszłym sezonie – mam nadzieję, że popłyną z nami w dalszy rejs.

BALTIC POLONEZ CUP RACE

SKIPPER Tomasz TURSKI nie żyje.

W Baltic Polonez Cup Race, odbywających się na trasie Świnoujście – Christiansø – Świnoujście biorą udział jedno i dwuosobowe załogi. Tegoroczna edycja regat, wystartowała we wtorek ze Świnoujścia, przyciągnęła 84 jednostki. Niestety dla jednego z uczestników zakończyła się ona przedwcześnie i tragicznie. 48-letni, startujący samotnie jachtem Quark Skipper Tomasz Turski, z nieustalonych przyczyn wpadł do wody. Na miejsce popłynęły jednostki Morskiej Służby Poszukiwania i ratownictwa SAR oraz policji. Ratownicy z powodzeniem wyciągnęli mężczyznę z wody. Jak informuje Beata Olszewska, ze świnoujskiej policji, w rozmowie z Radiem Szczecin, żeglarz mimo reanimacji zmarł. Policja wszczęła postępowanie, by wyjaśnić okoliczności tej tragedii. Dla uhonorowania pamięci i trudu żeglarskich zmagań, organizatorzy postanowili dokończyć wyścig i zadedykować go żeglarzowi, który odszedł na wieczną wachtę. Ostatnie dwa dni regat – piątek i sobota (14 i 15 sierpnia 2015) – zostały ogłoszone dniami żałoby. W piątek (14 sierpnia) o g. 12, w Bazie regat na terenie Mariny OSiR Wyspiarz Świnoujście, złożone zostaną kwiaty na jachcie s/y Quark. Bandery Polski, Mariny OSiR Wyspiarz i Baltic Polonez Cup zostaną opuszczone do połowy masztu.

Oświadczenie organizatora Baltic Polonez Cup Race 2015:

Podczas tegorocznej edycji regat Baltic Polonez Cup 2015 miał miejsce nieszczęśliwy wypadek. Z nieustalonych przyczyn Skipper jednoosobowego jachtu „Quark” wpadł do wody. Akcję ratowniczą podjęły jednostki Morskiej Służby Poszukiwania i ratownictwa SAR oraz policji. Mimo podjętej reanimacji Uczestnik naszych regat zmarł. Okoliczności wypadku bada policja. Jesteśmy głęboko poruszeni tym wydarzeniem i pragniemy przekazać Rodzinie Skippera nasze najgłębsze kondolencje. Dalsze decyzje odnośnie regat zostaną podjęte po skontaktowaniu się z Rodziną oraz pozostałymi uczestnikami.

Komunikat Organizatora odnośnie zakończenia regat

Z uwagi na nieszczęśliwy wypadek, jaki miał miejsce w trakcie tegorocznych regat Baltic Polonez Cup, w wyniku którego zmarł jeden z naszych uczestników – Tomasz Turski – dla uhonorowania Jego pamięci i trudu żeglarskich zmagań, a także jako wyraz woli koleżanek i kolegów żeglarzy, postanowiliśmy dokończyć wyścig i pragniemy zadedykować go Tomkowi, który odszedł na wieczną wachtę. Ostatnie dwa dni regat – piątek i sobotę (14 i 15 sierpnia 2015) – ogłaszamy dniami żałoby. W piątek (14 sierpnia) o g. 12, w Bazie regat na terenie Mariny OSiR Wyspiarz Świnoujście, złożymy kwiaty na jachcie s/y Quark. Bandery Polski, Mariny OSiR Wyspiarz i Baltic Polonez Cup zostaną opuszczone do połowy masztu. W sobotę (15 sierpnia) o g. 18 odbędzie się skromna ceremonia zakończenia regat. Planowane wcześniej wydarzenia towarzyszące zostały odwołane. Rodzinie i Bliskim w imieniu wszystkich uczestników i kibiców regat składamy wyrazy głębokiego współczucia.

inf. Baltic Polonez Cup Race   |  Radio Szczecin

 Źródło: YACHTING

Foto: Archiwum LOBO.

MAARIANHAMINA

Maarianhamina 

Alandy, archipelag kilku tysięcy (6757) wysp oddzielających Morze Bałtyckie od Zatoki Botnickiej będącej jego częścią jest jednym z ciekawszych miejsc na naszym Bałtyku. Najdalej na północ położoną wyspą jest Hon ostra, na południe zaś Liiharu. Równoleżnikowo archipelag położony jest między wyspą Vasterbadan na zachodzie i Stora Rodskar na wschodzie. Archipelag Alandów wraz z archipelagiem Turku tworzy najciekawszy i jeden z trudniejszych nawigacyjnie akwenów dla żeglarzy. Żeglowanie po tym akwenie jest swoistą nobilitacją, każdego jachtowego kapitana. W środowisku często można usłyszeć określenie „alandzki kapitan”, to taki, który tu był, Alandy zaliczył i może być z tego dumny. Kiedyś pływałem w tym rejonie statkiem, ale postanowiłem i ja dołączyć do „alandzkich kapitanów żeglarzy”. Przejście z Turku do Mariehamn, jak po szwedzku nazywają to miasto, jest nie lada wyzwaniem nawigacyjnym. Nawet przy dzisiejszych satelitarnych systemach, niezbędne jest posiadanie dobrych, aktualnych map – my takie posiadaliśmy. Piętaszek śledził mijane wyspy i porównywał z mapami, ja konfrontowałem naszą żeglugę z jachtową elektroniką. Pogodę mięliśmy wspaniałą. Tam gdzie mogliśmy i wiatr sprzyjał, żeglowaliśmy pod wszystkimi żaglami, ale przez spory odcinek trasy płynęliśmy w kompletnym sztilu i musieliśmy używać silnika. Na tych szerokościach noc w polskim pojęciu o tej porze roku już nie zapada, wiec i nawigacja nocą jest łatwiejsza.

150702 LdM 8309 - 107 150704 LdM 8309 - 009 150702 LdM 8309 - 118 150702 LdM 8309 - 115

Do portu Maarianhamina (Fin), jedynego miasta na Alandach i stolicy autonomicznej prowincji Finlandii, weszliśmy nieco po drugiej w nocy. Było pięknie. Słońce ledwie skryte za horyzontem oświetlało okolicę i marinę zapełnioną jachtami. Mimo zmęczenia nie poszliśmy do koi. Łapaliśmy w kadry otoczenie bojąc się przegapić to, co najpiękniejsze. Na niebie, nad mariną, schowane jeszcze za horyzontem słońce, namalowało piękną tęczę, z czasem podwajając jej obraz. Było cudownie. Urok momentu i estetycznych doznań zapierało dech. Trudno było to nawet komentować. Każde z nas przeżywało to na własny sposób. Wytrwaliśmy na pokładzie do momentu aż słońce ponownie rozświetliło marinę i okoliczne wody. Nocny czar rozsypał się w słonecznym obrazie Mariny w Mariehamn. Poszliśmy spać.

150705 LdM 8309 - 117 150705 LdM 8309 - 001 150705 LdM 8309 - 034 150705 LdM 8309 - 025

Ten port był zasadniczym celem naszej wyprawy. Piętaszek starannie przygotował harmonogram naszego w tym miejscu pobytu. Oczywistym było, że nie jesteśmy w stanie zobaczyć wszystkiego, ale te najważniejsze miejsca Basia wypunktowała. Trudno mi w tej krótkiej notatce opisywać więcej szczegółów naszej wizyty w Mariehamn. Ograniczę się tylko do najważniejszych momentów. Miasto jest niewielkie i można je przejść w każdym kierunku bardzo szybko.

150705 LdM 8309 - 062 150705 LdM 8309 - 064 150705 LdM 8309 - 074 150705 LdM 8309 - 073

Nas interesował WestPort gdzie zacumowany stał największy żaglowiec floty Gustawa Eriksena, „POMMERN”. Żaglowiec ten jest nie tylko pomnikiem kunsztu konstruktorów, ale i geniuszu kapitanów, którzy takimi żaglowcami dowodzili. Dziś jest to wspaniałe muzeum odwiedzane przez dziesiątki tysięcy turystów z całego Świata. Robi wrażenie. Po obejrzeniu tego żaglowca, jego wnętrza, kabin, zdjęć i filmów z czasów jego eksploatacji dyskutowałem z Piętaszkiem na temat tamtej epoki – czasów Conrada. Z pokorą pochylamy głowy przed nimi zdając sobie sprawę z tego jak komfortowo i bezpiecznie my dziś żeglujemy.

150707 LdM 8309 - 019 150707 LdM 8309 - 017 150707 LdM 8309 - 008 150707 LdM 8309 - 041

Po obiedzie robimy wieczorny spacer do miejscowej stoczni – muzeum tutejszego szkutnictwa. Otwieramy szeroko oczy widząc, w jak prymitywnych warunkach budowano wspaniałe, wcale nie małe żaglowce. Oglądaliśmy modele, plany, fotki i prawdziwe konstrukcje tutejszych szkutników. Dokonania ich były imponujące. Nie będę tu opisywał eksponatów detalicznie, ale oboje byliśmy zachwyceni tym, co zobaczyliśmy. Na zewnątrz muzeum były keje, przy których cumowały oldtimery różnej wielkości; piękne drewniane jachty jak i rybackie łodzie, czy stare drewniane żaglowe statki do przewozu różnych towarów, najczęściej produktów rolnych. Jeden szkuner był szczególnej urody, który już widzieliśmy wcześniej w WestPorcie, a teraz stał przy nabrzeżu stoczni, w której był zbudowany, to s/y „ALBANUS” – cacuszko, od którego trudno było odejść.

150707 LdM 8309 - 026 150707 LdM 8309 - 038 150705 LdM 8309 - 076 150706 LdM 8309 - 006

Wieczorem, przy kolacji i winie debatujemy nad tym, co widzieliśmy i planujemy dzień następny. Pojedziemy rowerami na północ wyspy Fasta Aland (650km²). Trudno położyć się do koi, kiedy na zewnątrz jest wciąż „dzień”.

Ruszamy rowerami zaraz po śniadaniu. Tolek musi zostać na wachcie. Wszędzie prowadzą nas dobrze oznakowane ścieżki rowerowe. Okolica jest przepiękna. Mijamy zadbane gospodarstwa z przystrzyżonymi starannie trawnikami. Przy jednym z domów zauważamy zapracowaną kosiarkę-robota. Docieramy w końcu do wyznaczonego celu – JOMALA. Miejsce nosi nazwę wspólnego boga dla wielu ugrofińskich ludów. W XIII wieku wybudowano tu jeden z pierwszych chrześcijańskich kościołów poświęcając go patronowi Wysp Alandzkich St.Olavowi. Jomala Kyrk jest najstarszym zachowanym obiektem sakralnym w Finlandii, świadectwem tamtych czasów.

150706 LdM 8309 - 024 150706 LdM 8309 - 016 150706 LdM 8309 - 010 150706 LdM 8309 - 008

Już z daleka dostrzegamy wieżę kościoła (52m) i w chwilę potem otwiera nam się widok na prostą romańską budowlę o wspaniałych proporcjach. Na ławeczce przed kościołem siedzi młody pastor z biblią w reku. Na nasz widok wstaje, wita nas i zaprasza do środka. Wszystkie drzwi kościoła są na oścież otwarte. Wchodzimy. Przenika nas jakaś niesamowita duchowa atmosfera prostego wnętrza. Z sufitu zwisają modele żaglowców. Podchodzimy do ołtarza – Jezus uśmierzający morze! Klękamy i każde z nas wypowiada sobie tylko znaną modlitwę. Nastrój jest niesamowity. Chyba po raz pierwszy w życiu poczułem jak kościół wchodzi we mnie, do środka, jak mnie przenika i podbija rytm serca. Długo nie mogłem otrząsnąć się z doznanego, nieznanego mi do tej chwili wrażenia. Dla mnie był to najpiękniejszy kościół, jaki do tej pory oglądałem. Piętaszek też jest podekscytowany. Widzę jak się zachwyca krążąc oczyma dookoła.

150706 LdM 8309 - 015 150706 LdM 8309 - 017 150706 LdM 8309 - 025 150706 LdM 8309 - 019 150706 LdM 8309 - 022

To prawdziwy kościół ludzi morza, Alandczyków – rybaków, szkutników, rolników. Wychodzimy na zewnątrz, na cmentarz, którym kościół jest otoczony. Jest tu pomnik Alandczyków, którzy wyemigrowali, jak i grób Króla Wysp Alandzkich Juliusa Sundblom’a. Przechadzamy się miedzy grobami, których stele często są zdobione motywami morskimi, a to wizerunkiem żaglowca, kotwicy czy fragmentów takielunku.

150706 LdM 8309 - 034 150706 LdM 8309 - 035 150706 LdM 8309 - 036 150706 LdM 8309 - 037

Wsiadamy na rowery i opuszamy to naprawdę cudowne, uduchowione miejsce. Pedałujemy jeszcze na północ, do miejsca pod nazwą Godby. To takie handlowe centrum wyspy przy przystani promowej, skąd odpływają promy na inne wyspy. Cała ludność Alandów nie przekracza 30 tys. mieszkańców rozrzuconych po niewielkich wioskach, które są znakomicie skomunikowane dobrymi drogami, ścieżkami rowerowymi i promami. Godby to miejsce zakupów i spotkań w licznych tu barach, kafejkach czy restauracjach. Spoglądam na niebo, które szybko zaciąga się chmurami – będzie pompa. Po drobnych pamiątkowych zakupach (cos trzeba przywieźć z tych wysp) idziemy na kawę do sympatycznego snack-baru. Zaczęło padać. Niespecjalnie uśmiechał się nam powrót rowerami w ulewę. To pierwszy deszcz w naszej podróży. Piętaszek poszedł na stację benzynową, gdzie uzyskał info na temat komunikacji. Mamy autobus za pół godziny – świetnie. Dopijamy kawę i idziemy pod wiatę przystanku autobusowego. Komunikacja na Alandach jest bezpłatna (!). Autobusy są przystosowane do przewozu rowerów i za ich przewóz trzeba zapłacić. W komfortowym autobusie do Mariehamn, oprócz nas, jechała tylko jedna mała dziewczynka, którą kierowca wysadził w znanym mu miejscu po drodze. W Mariehamn już nie padało. Wróciliśmy na jacht, gdzie Piętaszek przygotował wspaniałą kolację. Przez Internet odbieram aktualną prognozę – jest zła. Już wiedziałem, że nie będziemy mogli wyjść jutro rano, jak planowałem – zapowiedziany jest sztorm.

Mariehamn i Alandy opuściliśmy we wtorek, 7-go sierpnia tuż przed 14:00. Można było już pożeglować z korzystnym wiatrem. Przed nami Farosund na Gotlandii.

 

 

s/y „BARLOVENTO II”

1-SAM_3360 2-SAM_2654 3-DSC_1623

„BARLOVENTO II” POD BIEGUNEM PÓŁNOCNYM !

Dotarła do nas znakomita wiadomość. Nasz przyjaciel i honorowy członek klubu „Zejman” kpt. Maciej Sodkiewicz sięgnął po żeglarski rekord, docierając jachtem „Barlovento II” najdalej w historii żeglarstwa na północ kuli ziemskiej. Oto informacja spoza koła podbiegunowego:

Polacy rekordzistami świata w żegludze na północ!

6 sierpnia 2015 r. o godzinie 17.17 jacht Barlovento II pod dowództwem kapitana Macieja Sodkiewicza osiągnął rekordową dla światowego żeglarstwa pozycję 82°37’N. Pobił tym samym rekord ustanowiony w 2012 roku przez rosyjskiego kapitana Daniła Gawriłowa, który na jachcie Piotr I dopłynął na szerokość 82°19’N.

Rekordowy rejs odbywający się w ramach projektu SEKSTANT EXPEDITION Lodowe Krainy 2014-2015 rozpoczął się w Longyearbyen, skąd zwycięska, dziewięcioosobowa załoga wyruszyła 26 lipca. Celem wyprawy była eksploracja północno-wschodnich terenów Spitsbergenu, połączona z próbą dopłynięcia na północ tak daleko, na ile tylko okaże się to możliwe. Ustanowienie rekordu nie było łatwe. Załoga musiała najpierw dostać się do wschodniej części archipelagu Svalbard. Po zatrzymaniu przez zbity pak lodowy na północ od Ziemi Północno-Wschodniej (jednej z dwóch dróg prowadzących na wschód), kapitan Sodkiewicz postanowił przebić się przez cieśninę Hinloppen (drugą możliwą trasą). Jednak i tu, mimo optymistycznych map lodowych, pak okazał się niemożliwy do pokonania. Dopiero ponowna próba przebicia przez zwarte pole lodowe przy Ziemi Północno- Wschodniej zakończyła się sukcesem. Jacht przez wiele żmudnych godzin metr po metrze przebijał się przez lód, wreszcie się udało i mógł na żaglach popłynąć po rekord.

Tegoroczna edycja projektu Lodowe Krainy SEKSTANT EXPEDITION skupiła się wokół Spitsbergenu. W czasie pierwszego z trzech etapów, który rozpoczął się 10 lipca, załoga poznawała piękno zachodniej części archipelagu Svalbard. Aktualny, drugi, potrwa do 15 sierpnia, po czym nastąpi wymiana załóg i eksploracja południowego Svalbardu, z zakończeniem wyprawy w Tromso 29 sierpnia. Patronat honorowy nad wyprawą objęli marszałek województwa pomorskiego, prezydent Tczewa, prezydent Gdyni, Pomorski Związek Żeglarski oraz Liga Morska i Rzeczna.

Jak wielu z Was pamięta w „Zejmanie” co roku odbywa się finał Zlotu „Próchno i Rdza” organizowanego właśnie przez Macieja. Jest szansa, by wielka, wspaniała, żeglarska rodzina zawitała powtórnie do „Zejmana”. Trzeba jednak do tego czasu przygotować główną salę klubu na przyjęcie gości. Przyjmujemy już zapisy do brygady adaptacyjnej. ZAPRASZAMY! Tel. 669070557.

Do zobaczenia!

 

Źródło: Klub Morza „ZEJMAN”

xxx

 

CZARNY DIAMENT

    

OSTATNIE WIEŚCI Z „CZARNEGO” 

15150704 Czołem !!!!!!!!!!!

Potrzebuje pilnie 2 chętnych na rejs z Darwinu do Afryki . Może macie kogoś chętnego. Planuję wyplynąć z Darwin 27-28. sierpnia. Trasa. Darwin- Indonezja, Christmas- Kokos Kiling Czagos lub Reunion ,Magadaskar Komory – Tanzania.

Rejs okolo 3 miesięcy cena 2500 $.

Serdecznie pozdrawiam z Cairns – Jurek

 150720 Czołem !!!!!!

No trochę sasiedzieliśmy się w Cairns. Ale to dla tego,że moja Przyjaciółka Basia Meder otoczyła mnie wraz z całą zalogą wspaniałą opieką. Dzięki Barbarze wszyscy mogli zwiedzić piękne okolice Cairns. W Cairns wyokretowali Piotr , Basia i Marcin oni plynęli na Czarnym z Nowej Zelandii. Zaokretowali moja córka Agnieszka oraz mlody Francuz i chlopak z Israela. Tak więc na wielka rafe plyniemy w 6 osob ( Patryk i Miriam oraz ja. ) Dziś zrobiliśmy ostatnie zakupy jesteśmy gotowi do drogi.

Serecznie pozdrawiam – Jurek

150803 Kochani !!!!

Czarny ma już za sobą Wielka Rafe Australijską. Na trasie Brisbane do Thursday isl. Zaliczyliśmy 4 porty i kilkanaście wysp. Najdluzej zatrzymaliśmy się na najpiekniejszej wyspie Lizard   ( 5 dni )   Na tej wyspie 22.07 83. spedzilem swoje urodziny no i teraz też na tej wyspie przy wspaniałym szampanie podarowanym mnie na ta okolicznośc przez Lidkę Morawska ( Córka Kpt. Henia Jaskuly )   Ucztowaliśmy na brzegu. Załoga wspaniała. Tutaj zatrzymamy się na kilka dni potem kurs na Darwin

   Sertdecznie pozdrawiam –  Jurek

Wagabunda i Bezan Tablica  - Kpt. J. Cook Śiąteczny stół Szarlotka Basi Meder Serduszko na rafie Salon Braci Wynrzeża w Noumea Ptaszki z Hamilton Miriam Bezan i Jurek Jurek  i Wojtek Górny Julia Raszko  - Ja też bym coś zjadł Ela  Jurek  Zosia  Zającowie i Jurek Bracia Wybrzeża w N.Kaledonii Bezan

 

 

TURKU

150704 TURKU

150702 LdM 8309 - 131 150703 LdM 8309 - 014 150702 LdM 8309 - 019

 Przed laty zawijałem do Naantali, północnozachodniej części Turku, skąd woziłem jakieś wióry do Sztokholmskiej elektrociepłowni. Nigdy nie miałem dość czasu, aby zwiedzić to miasto i już wówczas postanowiłem sobie, że kiedyś tu przypłynę i miasto obejrzę. Kiedy Piętaszek rzucił hasło – ALANDY, przyklasnąłem ochoczo gdyż nadarza sie okazja do odwiedzenia Turku, o czym przecież kiedyś marzyłem. Z Veere na Saaremie wyszliśmy jak zwykle wcześnie rano. Do przepłynięcia było ponad 130 Nm a chcieliśmy być rano 2-go lipca w porcie. Pogoda była dobra. Popołudniu powiało nawet ponad 5°B i żeglowaliśmy z szybkością niemal 6 węzłów. Piętaszek pilnie studiował przewodniki i locje, aby ułożyć właściwy plan pobytu w Finlandii. Krótkość pobytu wymaga perfekcyjnej organizacji, żeby nie przegapić czegoś ważnego – na wszystko i tak nie starczy czasu.Turku leży u ujścia rzeki Aurajoki i jest najstarszym fińskim miastem, które było stolicą tego kraju do 1812 roku. Uniwersytet w tym mieście został założony w 1640 roku. Nie będę tutaj przytaczał historii, którą można znaleźć w każdym przewodniku a skupie się tylko na tym, co związane było z naszą wizytą.

150702 LdM 8309 - 046 150702 LdM 8309 - 033 150702 LdM 8309 - 029

Piętaszek wynalazł w locji marinę odległą wprawdzie od miasta, ale mającą dobre referencje. Odległość do centrum nie miała znaczenia, mieliśmy przecież na burcie znakomite rowery. Marina Ruissalo, do której zawinęliśmy po 25 godzinach żeglugi z Veere, okazała się strzałem w dziesiątkę. Było to urocze, zielone miejsce z komfortowym zapleczem (toaleta, prysznic, sauna, kuchnia, pralnia, greel, taras wypoczynkowy itp…), gdzie spotkaliśmy się z bardzo życzliwym i przyjaznym przyjęciem. Jeszcze tego dnia wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy ścieżkami rowerowymi wyspy Ruissalo, między starymi drewnianymi willami przez uniwersytecki ogród na główny bulwar nadrzeczny do centrum miasta, gdzie mogliśmy podziwiać stare żaglowce („SIGYN’ I „SUOMEN JOUSEN”), liczne kafejki i restauracje usadowione na zabytkowych statkach. Idąc ku ujściu rzeki minęliśmy centralną Marinę i dotarliśmy do Muzeum Morskiego (Forum Marinum), którego wiele najciekawszych eksponatów było wystawione na zewnątrz.

150702 LdM 8309 - 051 150702 LdM 8309 - 058 150702 LdM 8309 - 068

Tego dnia za najciekawszy obiekt, jaki przyszło nam oglądać, uznaliśmy Zamek w Turku, którego początek datuje się na ok. 1280 rok, kiedy powstał w tym miejscu obóz warowny, przekształcony w zamknięty zamek sto lat później. W połowie XVI wieku Zamek stał się oficjalną siedzibą wielkiego księcia Finlandii Jana III, który nadał zamkowi dzisiejszy kształt. Ma ten zamek i polski akcent, gdyż Jan III poślubił polską królewnę Katarzynę Jagiellonkę, z którą zamieszkał na zamku w Turku. Zamek miał burzliwą historię i wielu rezydentów, którzy to rządzili na nim lub byli w nim wiezieni. W swojej historii Zamek pełnił różne funkcje aż został zdegradowany do roli więzienia. Podczas ostatniej wojny Rosjanie zbombardowali zamek, znacznie go niszcząc. Zamek odbudowano i w 1961 roku przekazano na cele publiczne – muzeum. Jest dziś architektoniczną częścią fińskiego dziedzictwa kulturowego. Zamkowi poświęciliśmy sporo czasu, oglądając go starannie ze wszystkich stron. Z pewnością należy do ciekawszych obiektów tego rodzaju.

150702 LdM 8309 - 048 150702 LdM 8309 - 049 150702 LdM 8309 - 043

Na jacht wróciliśmy pełni wrażeń i zachwyceni miastem, które zobaczyliśmy. To tylko fragment, ale byliśmy pod wrażeniem. Przy znakomitej kolacji, kiedy popijaliśmy już dobre wino, planowaliśmy dzień następny. Studiowaliśmy mapy, przewodniki i wybieraliśmy, co najważniejsze.

150703 LdM 8309 - 018 150703 LdM 8309 - 020 150703 LdM 8309 - 012

Śniadanie i dosiadamy naszych rowerów. Dziś zasadniczym celem była Katedra i miejscowy Skansen. Pogoda nadal wspaniała i wędrowanie było wielką przyjemnością. Znów dotarliśmy do Bulwaru, ale tym razem poszliśmy w górę rzeki. Katedra w Turku (Turun tuomiokirkko), do której w końcu dotarliśmy, jest kościołem-matką Ewangielicko-Luterańskiego Kościoła Finlandii i narodową świątynią kraju. Jest też uważana za ważny pomnik fińskiej architektury. Jej początek datuje się na XIII wiek. Początkowo była drewnianym kościołem, ale w późniejszym czasie rozbudowano ją używając kamienia. Poważnie została uszkodzona w wielkim pożarze w 1827 roku, ale w większej części odbudowana. Robi wrażenie. Przez dłuższy czas oglądaliśmy ją z zewnątrz zanim zdecydowaliśmy się na wejście. Ahhhh….! Oboje jesteśmy wrażliwi na piękno, więc musieliśmy wewnątrz trochę postać, aby ochłonąć z pierwszego wrażenia. Robię fotograficzną i filmową dokumentację. To trzeb nie tylko wstawić do swojego archiwum, ale i pokazać swojemu otoczeniu, które ma małe szanse tu być. Piękny ołtarz, witraż nieprzeciętnej urody i architektura urzekająca prostotą i finezją gotyku. Budowla ta jest najważniejszym religijnym obiektem Finlandii. Usytuowana w centrum Turku przy Starym Wielkim Rynku nad rzeką Aura, jest miejscem najważniejszych ceremonii religijnych w Finlandii. Dźwięk dzwonów tej katedry w południe, jest transmitowany przez fińskie radio.

150703 LdM 8309 - 038 150703 LdM 8309 - 037 150703 LdM 8309 - 045 150703 LdM 8309 - 040

Wychodzimy na zewnątrz. Siadamy przy katedralnym kawiarnianym stoliku i pijemy kawę. Niewiele mówimy. Każde z nas rozmyśla nad tym, co zobaczył. Każde słowo, pół-zdanie, grymas podkreśla siłę emocji, którą trudno konkretnie wyrazić. Zawsze w takich miejscach próbuje się je porównać do innych ci znanych: Sewilla, Hull, Helsinki, Kopenhaga, Warszawa, Kraków czy Gdańsk. To się nie da porównać. Każde z tych miejsc jest absolutnie inne, niepowtarzalne, oryginalne i warte obejrzenia. Objechałem świat i zdeptałem posadzki wielu kościołów, katedr i zabytków, w większości z nich otwierałem szeroko oczy ze zdumienia i zachwytu. Stawałem jak tutaj po środku i mówiłem Ohhh….!

150703 LdM 8309 - 051 150703 LdM 8309 - 049 150703 LdM 8309 - 023

Minęła połowa dnia. Czeka nas jeszcze jeden obiekt, który Piętaszek wybrał z długiej listy tutejszych zabytków. Luostarinmaki to jedno z najciekawszych muzeów rzemiosła, jakie można oglądać nie tylko w Finlandii, ale chyba nie ma równego sobie w Europie. To po prostu skansen. Śmieszność polegała tutaj na tym, że słowo „skansen” nie istnieje w tutejszej świadomości i nikt zapytany na ulicy nie wiedział, czego my szukamy. Dopiero młodzi ludzie, mówiący dobrze po angielsku, potrafili nam wskazać drogę do tego unikalnego muzeum. Oryginalność tego miejsca polega przede wszystkim na tym, że jest to autentyczny zachowany fragment dawnego Turku ocalały po wielkim pożarze, jaki strawił miasto w 1827 roku. Ocalały fragment drewnianego miasta położony jest na skalnym wzgórzu w samym centrum. Jeszcze na początku XX wieku zamierzano zlikwidować tą pozostałość starego Turku, ale udało się uratować to miejsce tworząc z niego w roku 1940 skansen – muzeum miejscowego rzemiosła. Jeszcze do lat 60 ubiegłego wieku mieszkali tu rzemieślnicy, którzy uprawiali swoje rzemiosło. Dziś możemy oglądać ich mieszkalne komnaty, warsztaty i uliczki drewnianej zabudowy. Domy są oznaczone rzemieślniczymi „szyldami” w postaci atrap ich wyrobów: zegar wskazuje zegarmistrza, buty szewca, a skrzypce lutnika itp… Na każdym kroku widać skromność i ubóstwo ówczesnych mieszkańców. Za mieszkanie starczała im jedna izba, która była sypialnią, salonem i często miejscem pracy. Chyba tutaj wymyślono wersalkę – składaną kanapę, która na noc stawała się małżeńskim łożem a w dzień służyła za ławę, na której siadano do stołu. Mogliśmy tutaj obejrzeć pełne spektrum rzemiosł, jakimi Finowie w tamtych latach się parali. Były tu warsztaty: szewskie, drukarskie, zegarmistrzowskie, złotnicze, tkackie i trafiki tytoniowe, gdzie kręcono cygara i cięto tytoń do fajek. W wielu pomieszczeniach pracownicy skansenu, ubrani stosownie do epoki demonstrowali wiele czynności związanych z przedstawianym rzemiosłem. Zobaczyliśmy tu wiele ciekawostek, które poszerzyły naszą wiedzę o tamtych czasach, o tamtych ludziach, o tamtym, tak przecież nie odległym życiu Finów – to była bardzo dobra lekcja historii. Wracając na Bulwar, gdzie na rowerowym parkingu zostawiliśmy nasze rowery, prowadziliśmy z sobą ożywioną dyskusję na temat tego, co obejrzeliśmy.

150703 LdM 8309 - 011 150703 LdM 8309 - 004 150703 LdM 8309 - 056 150703 LdM 8309 - 054 150703 LdM 8309 - 057 150703 LdM 8309 - 053

Jeszcze wiele rzeczy w Turku pozostało do obejrzenia, ale program naszej Bałtyckiej wyprawy nie dawał nam szans na obejrzenie wszystkiego. Może będzie trzeba jeszcze raz tu przypłynąć, kiedy nie będziemy mieli ograniczenia czasowego. Najbardziej żałowaliśmy, że nie pojechaliśmy do miasteczka Muminków w Naantali.

Przy wieczornym winie na pokładzie „LOBO DE MAR” podsumowaliśmy nasz pobyt w Turku. Mięliśmy dużą satysfakcje z tego, że tu dopłynęliśmy i tak wiele ciekawych rzeczy zobaczyliśmy. Trzeba już myśleć o następnych portach i nowych „odkryciach” i kolejnych lekcjach europejskiej historii. Podsumowując ten pobyt przypomnę, że miasto Turku w roku 2011 otrzymało tytuł Europejskiej Stolicy Kultury.