POŻEGNANIE SEZONU

DSC_0011 DSC_0012 DSC_0005

POŻEGNANIE SEZONU – LdM 9218

Stare powiedzenie, że wszystko kiedyś przemija sprawdza się też w żeglarstwie. Kończy się sezon 2015, który wielu dostarczył wspaniałych atrakcji, pięknych chwil, ciekawych miejsc i ekscytujących przeżyć. „Lobo de Mar” ma na swym koncie wiele rejsów, które niewątpliwie będą wspominane przez ich uczestników. Na pewno najbardziej ekscytującym wydarzeniem był rejs na ALANDY, ale i te po Zatoce z udziałem wielu żeglarzy były ciekawe i będą miło wspominane. Pożegnalny rejs zrobiłem z byłym moim studentem Tomkiem Zaniewskim, który przyjechał aż z Warszawy, żeby kilka dni (4) spędzić pod żaglami na wodzie. Początkowo myśleliśmy o rejsie do Kłajpedy, ale prognoza na tamten kierunek nie była korzystna i postanowiliśmy te kilka dni spędzić na Zatoce. Tu pogoda nam sprzyjała. Pierwsze dwa dni było nawet trochę silniejszego wiatru i mogliśmy się nacieszyć prawdziwym żeglowaniem. Odwiedziliśmy najpierw Hel, gdzie Tomek się urodził i wychował. W domu mamy zjedliśmy wspaniały obiad a wieczorem zrewanżowaliśmy się grillem na jachcie.

 DSC_0024  DSC_0017

Następnym portem była Jastarnia, którą Tomek chciał zobaczyć, gdyż nie był tam od bardzo wielu lat. Tak wiele się zmieniło w tych naszych najbliższych portach, że jeżeli ktoś ich nie odwiedzał przez lata, to trudno mu poznać okolicę. Podobnie było z Puckiem gdzie zawinęliśmy na nocleg. Nowy rynek, bulwar i cała infrastruktura są nie do poznania. Po dobrym śniadaniu wyruszyliśmy w najdłuższą drogę tego rejsu do Górek Zachodnich – prawie 30 mil. Niestety zabrakło wiatru. Była piękna pogoda, ale ponieważ Zatoka wyglądała jak czarodziejskie lustro musieliśmy przeciąć Zatokę na silniku. Centrum Polskiego Żeglarstwa jeszcze pełne jachtów. Szkoda, że takie miejsce zarządzane jest bardzo anachronicznie – dość niemrawy bosman wypełniał ręcznie deklarację postojową na arkuszu A4 (!?). Postojowe płatne osobno, woda osobno i prąd osobno (?!). Czwartego dnia, wczesnym rankiem wychodzimy na Zatokę. Mięliśmy nadzieję na jakiś wiatr, ale on pokazał się, kiedy nasz „Lobo de Mar” był już na wysokości „Barakudy”, tuż przed gdyńską mariną. Tomek uznał rejs za bardzo udany i zadowolony, z nadzieją na przyszłe rejsy, wsiadł w samochód i pojechał do Warszawy. Pożegnalny przegląd zatokowych portów był pożegnaniem tego sezonu. Ominęliśmy w zasadzie jedyny Sopot, który żeglarzom nie jest przyjazny. Już niedługo będzie też marina w Kuźnicy, porcie rybackim ufundowanym przez Unię. Zrobiono też molo w Mechelinkach, ale jeszcze nie mam rozeznania, co do możliwości cumowania tam większych jachtów. Zanim zszedłem z jachtu, usiadłem w fotelu, zapaliłem fajkę i zadumałem się nad przyszłym sezonem. Już są plany na kolejny daleki rejs. Tym razem planujemy pożeglować dokoła Zelandii, gdzie chciałbym odwiedzić port Kalundborg, który był moim pierwszym w życiu portem zagranicznym (24-27 maj 1966). Do zobaczenia na pokładzie „LOBO DE MAR”.

 DSC_0021