BRUNATNA PRAWICA

BRUNATNA PRAWICA
Boimy się dziś brunatnej prawicy? Słusznie. Ale przyznajmy: jest ona też naszym dziełem!
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Na początku swojej kariery Abraham Lincoln przestrzegał Amerykanów przed ślepą wiarą w jednego przywódcę, który odczaruje całe zło i przywróci świetność narodowi. Dowodził spokojnie i rzeczowo, że jedyne, co może uratować republikę, to wykształcenie u polityków i obywateli szacunku dla rządów prawa i konstytucji. Tylko taka „cywilna religia” jego zdaniem uratowałaby państwo przed paroksyzmami demagogii zarówno z prawa, jak i z lewa.

Jak to możliwe

Po kilku miesiącach rządów PiS wielu Polaków się dziwi, jakim cudem ta partia – językiem i metodami działania zbliżająca się do brunatnych dyktatur – zdobyła władzę absolutną. Zadajemy sobie pytanie, dlaczego Polacy w jakimś masochistycznym geście postanowili w pył obrócić własne sukcesy, których byli twórcami po 1989 r. Jak to możliwe, że Polki i Polacy zaufali człowiekowi, który wciąż powtarza, iż „Polska jest w ruinie”, a swoich przeciwników politycznych określa mianem „najgorszego sortu”, „elementem najbardziej zdemoralizowanym, podłym, animalnym”?

Wielu publicystów wskazuje, że powrót PiS do władzy ma podłoże ekonomiczne i socjalne. To jednak tylko część prawdy.

My chcemy zwrócić uwagę na coś innego: od 2005 r. w Polsce prowadziliśmy nieustanny flirt z nacjonalizmem i ksenofobią. Regularnie rządzący ignorowali przy tym konstytucję. Ów flirt z coraz bardziej radykalną prawicą prowadził nie tylko PiS, ale prowadzili także inni: Platforma Obywatelska, Kościół oraz – o czym dziś nie chce nikt pamiętać – nasz Trybunał Konstytucyjny. Dziś – gdy po polskich ulicach bezkarnie maszerują faszyzujące „patrole”, a rząd chce „upaństwowić” kobiece macice i pochwy – zbieramy żniwo naszych poprzednich zaniechań. Kultury obojętności i prywatyzacji życia.

Co do tego, że PiS miał zawsze skłonność do radykalnej prawicy, przekonywać nie trzeba. Wodzowski styl sprawowania władzy, zachwyt nad „zdrową siłą narodu”, banialuki o „ochronie polskości”, „polonizacji banków”, „wstawania z kolan przed możnymi” – to wiadomo od dawna. W dodatku od lat liderzy PiS mówili, że żyjemy w kondominium, a prawo, demokracja i wolne media to fikcja. Znamy dobrze tę retorykę. Jaki PiS, każdy widzi.

Platforma w ramionach populizmu

Dużo ciekawsze są przypadki zachowania innych aktorów społecznych i politycznych. Zacznijmy od Platformy Obywatelskiej, która wygrała kolejno osiem razy wybory. Za każdym razem obiecywała program centrowy i umiarkowany: regulację in vitro, ratyfikację Karty Praw Podstawowych, związki partnerskie, likwidację Funduszu Kościelnego. Ale ta sama partia po każdej wygranej dawała sobie wmówić, że Polacy są konserwatywni, więc postępowe obietnice, które dawały jej zwycięstwo, odkładała na półkę. Stosowany przez PiS i Kościół szantaż bycia za mało tradycjonalistyczną formacją popychał ją w ramiona narodowego populizmu, w co wyborcy prawicy i tak nie wierzyli, a co z kolei zniechęcało jej własny elektorat – umiarkowany i liberalny.

Podamy kilka przykładów. O Karcie Praw Podstawowych zapomniano już na samym początku, projektu ustawy o związkach partnerskich nigdy nie poddano nawet pod głosowanie. Gdy prawica straszyła Trynkiewiczem, rząd Platformy nie tylko spaprał prowokację z dziecięcą pornografią i ludzkimi szczątkami w jego celi, ale też uchwalił potworek prawny o przymusowym leczeniu pedofilów.

Nawet gdy obywatele domagali się zaprzestania dotowania z budżetu budowy Świątyni Opatrzności Bożej (pismo „Liberte” zebrało tysiące podpisów pod petycją w tej sprawie), minister Bogdan Zdrojewski zapowiedział, że na świątynię pieniądze muszą się znaleźć. Nawet nie próbował udawać, że chodzi o „Muzeum Myśli Wszelakiej”! Funduszu Kościelnego nie tylko nie zlikwidowano, ale wręcz w roku wyborczym podwojono – ten haracz okazał się za mały, bo Kościół i tak poparł PiS zarówno w wyborach prezydenckich, jak i parlamentarnych.

Biskupi w biało-czerwonych ornatach

Podobnie zachowywał się Kościół rzymskokatolicki. Wydawałoby się, że organizacja, która za św. Pawłem powtarza, iż nie ma Żyda ani Greka, mężczyzny ani kobiety, niewolnika ani wolnego, będzie szanowała wolną i demokratyczną Polskę, temperując prawicowe nastroje. Okazuje się, że jest wręcz przeciwnie. Otóż wszystkie rządy od lewicy po prawicę pokazywały, że jeśli Kościół wystarczająco intensywnie i wystarczająco długo będzie naciskał, to zawsze dostanie to, co będzie chciał. Biskupi poprzebierali się więc w biało-czerwone ornaty, zaczęli grzmieć, że zagraża Polakom Europa, prawa człowieka, bezbożna Unia, geje, feministki i gender – a z drugiej strony od lat wyciągali rękę po unijne pieniądze, by remontować swoje kościoły.

Hierarchowie mówili pięknie o dobru wspólnym, ale zawsze dziwnym trafem się okazywało, że tak naprawdę chodzi o białych, heteroseksualnych, rzymskokatolickich Polaków płci męskiej, najlepiej w stanie kapłańskim.

Także w kwestii uchodźców sprawa jest niejednoznaczna. Po apelu polskich biskupów o przyjęcie imigrantów niezrozumiałe było milczenie Kościoła, gdy w internecie wylał się hejt na papieża Franciszka, który obmywał nogi uchodźcom. Kościół również słowem się nie zająknął na temat tego, że po zamachach w Brukseli premier Beata Szydło oświadczyła, iż Polska nie będzie jednak przyjmować uchodźców.

Jeśli uważają państwo, że przesadzamy w naszej ocenie, proponujemy porównanie kary dla księdza Wojciecha Lemańskiego, który bronił osób urodzonych z in vitro, oraz księdza Jacka Międlara nazywającego się dumnie „faszystą” i zagrzewającego nacjonalistów do obrony polskości.

Trybunał Konstytucyjny patrzył w prawo

Wreszcie polski Trybunał Konstytucyjny. Wiemy, że dziś to główna ofiara polityki PiS oraz zdecydowany obrońca demokracji, dlatego też jego krytyka jest źle odbierana. Ale nie zmienia to tego, że żadna instytucja nie skręciła Polski równie skutecznie na prawo co Trybunał, i to szczególnie obecny. To TK jeszcze z 1997 r. piórem prof. Andrzeja Zolla radykalnie ograniczył prawo do aborcji. Ten sam profesor Zoll dwa lata temu próbował poprzez Komisję Kodyfikacyjną przywrócić karalność za „doprowadzenie do śmierci dziecka poczętego”.

Tylko w zeszłym roku Trybunał nie tylko utrzymał karalność za „obrazę uczuć religijnych” (co zbliża nas do Iranu i Arabii Saudyjskiej), ale także zalegalizował nieograniczony ubój rytualny zwierząt, noszenie burek oraz rytualne obrzezanie dziewczynek w imię „wolności religii”, którą prezes Andrzej Rzepliński nazwał „źrenicą konstytucji”. Zeszłoroczny wyrok Trybunału w sprawie klauzuli sumienia lekarzy de facto już wtedy zupełnie zdelegalizował aborcję oraz badania prenatalne. Katolickie sumienie lekarskie jest w Polsce królem, nawet jeśli musi umrzeć kobieta, bo – choć płód zagraża jej zdrowiu i życiu – to powinna rodzić.

***

Nasz tekst jest gorzkim wyrzutem wobec polskiej klasy politycznej, prawniczej i kościelnej. Brunatną twarz prawicowej Polski, którą dziś oglądamy w państwowej telewizji, wyhodowaliśmy wszyscy razem. Nikt nie ma czystego sumienia. Latami przymykaliśmy oko i pozwalaliśmy na ograniczania praw kobiet, mniejszości seksualnych, piętnowanie liberałów, a karmiliśmy demona patriotów, „wyklętych”, prawdziwych konserwatystów, „obrońców życia”, kibiców. Bo mieli biało-czerwone opaski, szaliki z orłem czy ornaty – choć widać było, że ich sumienia i serca są brunatne. Karmiliśmy tego demona na tyle długo, że dziś możemy się stać jego ofiarą.

*Kazimierz Bem – pastor ewangelicko-reformowany w USA, publicysta protestancki
**Jarosław Makowski – filozof, teolog i publicysta, radny sejmiku śląskiego z ramienia PO
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,19897656,jak-karmilismy-demona.html#ixzz45X3jujpY