REJESTRACJA JACHTÓW

REJESTRACJA JACHTÓW

Rok temu, Rada Armatorska SAJ podjęła rozmowy z nowym Ministerstwem Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej na temat liberalizacji i uporządkowania przepisów dotyczących żeglarstwa. Przyjęcie było wręcz entuzjastyczne, dla delegacji SAJ czas znalazł minister i wiceminister oraz jeden z dyrektorów departamentów. Uzgodniono, że pewne propozycje zostaną przekazane bezpośrednio komisji morskiej Sejmu, poprzez jej przewodniczącą. Tak się stało w marcu, że spotkaliśmy się i propozycje przekazaliśmy. Kolejnym zdarzeniem było pismo z ministerstwa w nieco innym tonie, generalnie powiedzmy wymijającym. Kontakty z panią poseł były lakoniczne i do tej pory sprawa nie nabrała rozpędu. Przyjęliśmy z dobrą wiarą, że pęd wydarzeń jest tak wieli, iż trzeba czekać na właściwy moment.

W międzyczasie jednak pojawiła się na stronie rządowej informacja o podjęciu prac nad zmianami w rejestracji jachtów morskich. Postanowiliśmy wrócić do intensywniejszych kontaktów z ministerstwem i stąd pismo wysłane 23 lutego.

Powróciliśmy do części naszych wcześniejszych propozycji, tych, które nie wymagają zmian w ustawach. Oto najistotniejsze fragmenty merytorycznej części naszego pisma:

Przepisy regulujące obecnie tryb rejestracji jachtów morskich wymagają podawania szeregu danych całkowicie zbędnych z punktu widzenia funkcji rejestracji morskiej. Przepisy te przez swoją szczegółowość sprawiają wrażenie reliktu poprzedniego ustroju i tym samym zniechęcają do podnoszenia polskiej bandery na jachtach polskich żeglarzy.

Niezbędne naszym zdaniem zmiany to:
1. Proponujemy dokonanie nowelizacji rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 30 kwietnia 2004 r. w sprawie nadawania i zatwierdzania nazwy statku morskiego (Dz.U.2004. nr118. Poz.1237), w ten sposób, by dopuścić powtarzanie się nazw jachtów morskich. Obecnie nazwa jachtu musi być niepowtarzalna. Nawet po wykreśleniu z indeksu nazw statków morskich albo indeksu nazw statków sportowych lub rekreacyjnych może być ponownie nadana dopiero po upływie 5 lat od dnia jej wykreślenia. Wcześniejsze nadanie statkowi takiej „zajętej” nazwy jest możliwe, jeżeli zostanie ona uzupełniona kolejną cyfrą rzymską. Jest to niespotykane w krajach, gdzie liczbę jachtów liczy się w setkach tysięcy i gdzie do jednoznacznej identyfikacji jachtu wystarcza jego numer rejestracyjny.

2. Proponujemy ponadto dokonanie istotnych z punktu widzenia żeglarzy zmian w procedurze rejestracji jachtów morskich, opisanej w rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 23 grudnia 2004 r. w sprawie polskiego rejestru jachtów (Dz.U. 2005 nr 6 poz. 43). Zmiany te powinny polegać na przyjęciu zasady składania wniosków i dokonywaniu rejestracji drogą elektroniczną oraz wprowadzeniu zasady domniemania prawdziwości przedstawianych przez zgłaszającego danych, tj. oczekiwaniu przedstawiania dowodów tylko w wypadkach wątpliwych.
Bardzo istotne jest przy tym, aby ograniczyć zakres danych wymaganych podczas procedury rejestracji jachtu morskiego.

Oto nasze propozycje:

Zgłoszenie jachtu do rejestru powinno zawierać:
1) proponowaną nazwę jachtu oraz nazwy poprzednie – jeżeli zostały nadane;
2) nazwę portu morskiego, położonego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, stanowiącego port macierzysty jachtu;
3) sygnał wywoławczy – jeżeli został nadany;
4) określenie głównego materiału kadłuba;
5) długość i szerokość jachtu;
6) pojemność brutto – jeżeli jacht został pomierzony;
7) oznaczenie i adres właściciela lub wszystkich współwłaścicieli jachtu i jego armatora;
8) podstawę nabycia własności jachtu;
9) określenie poprzedniego rejestru i datę wykreślenia z niego – jeżeli jacht był zarejestrowany w innym rejestrze.

Wpis jachtu do rejestru polega na dokonaniu wpisów w elektronicznej księdze rejestrowej. Księga rejestrowa powinna zawierać tylko konieczne dane.

Wpisy w elektronicznej księdze rejestrowej są jawne, za wyjątkiem danych adresowych (…).
W rejestrze wpisuje się nazwę jachtu proponowaną w zgłoszeniu.
Numer rejestracyjny jachtu tworzy skrót POL i kolejny numer z rejestru.

Odmowę wpisania jachtu do rejestru wydaje się w drodze decyzji administracyjnej.
Po wpisaniu do rejestru jacht otrzymuje certyfikat jachtowy, będący dokumentem rejestracyjnym, którego wzór określa załącznik do rozporządzenia. Certyfikat jachtowy stanowi dowód polskiej przynależności jachtu.

Dokumenty stanowiące podstawę wpisów do rejestru stanowią akta rejestrowe, które wraz z księgami rejestrowymi przechowuje się wieczyście.

Tyle nasze pismo. Teraz czekamy na reakcję Ministerstwa.

Stowarzyszenie Armatorów Jachtowych

REJS ROKU

Rejs Roku

Laureatem „Srebrnego Sekstantu” i Nagrody Honorowej Rejs Roku 2016 został Szymon Kuczyński, który odbierze trofeum 3 marca podczas uroczystej gali w gdańskim Dworze Artusa. O historii nagrody i idei przyświecającej jej powstaniu opowiada nam publicysta, przedstawiciel jury, Aleksander Gosk.

– Skąd wzięła się nagroda uznawana dziś za najważniejsze doroczne wyróżnienie przyznawane żeglarzom?

– W późnych latach sześćdziesiątych minionego wieku polscy żeglarze pływający pod naszą banderą wyruszyli na oceany. Zaczęła się era dużych rejsów z ich udziałem, a bezpośrednim impulsem do powstania nagrody Srebrny Sekstant był samotny rejs Leonida Teligi dookoła świata. W popularyzacji żeglarstwa ogromną zasługę miały wówczas media, bo to one informowały o oceanicznych sukcesach Polaków. Dwaj dziennikarze nieistniejącego już „Głosu Wybrzeża”, Tadeusz Jabłoński i Zenon Grzelak, uznali, że skoro sytuacja tak się rozwija, dobrze byłoby skupić całe środowisko żeglarskie wokół idei nagradzania największych wyczynów. W ten sposób doprowadzili do powstania tej nagrody.

– Polska nie była krajem szczególnie otwartym na świat, jak na pomysł honorowania naszych żeglarzy zareagowała władza?

– Ówczesnemu ministrowi żeglugi Jerzemu Szopie spodobała się ta idea i jego resort ufundował główne trofeum, czyli Srebrny Sekstant. I tak to się zaczęło toczyć.

– Komu wręczono po raz pierwszy „Srebrny Sekstant”?

– Laureatem pierwszej edycji konkursu został warszawski prawnik i żeglarz Andrzej Rościszewski. Uhonorowano go za opłynięcie Islandii na „Śmiałym”. Co do samej formy i oprawy konkursu, Tadeusz Jabłoński wpadł na pomysł, by uroczysta gala i wręczenie nagród odbywało się co roku w pierwszy piątek marca. Ten termin nie jest przypadkowy, bo właśnie w piątek, 1 marca 1937 roku „Dar Pomorza” opłynął Horn. Przez wiele lat uroczystość organizowano w Ratuszu Głównego Miasta w Gdańsku, a od kilkunastu lat spotykamy się z gośćmi i laureatami w Dworze Artusa. W pierwszej kapitule nagrody zasiadali kapitanowie Polskiego Związku Żeglarskiego.

– Jaki jest najważniejszy czynnik decydujący o tym, komu zostanie wręczone trofeum?

– To jest oczywiście sprawa umowna. Tych czynników jest kilka. Jako jury staramy się mierzyć rzeczy niemierzalne. Są to zarówno wyprawy wieloetapowe, załogowe, jak i rejsy samotne. Ważymy walory żeglarskie przedsięwzięcia, ale nie chodzi nam o sam wyczyn, ale i o to jakie wartości przyświecały intencji kapitana. Ważne też są walory edukacyjne rejsu. Wśród laureatów znaleźli się typowi „ścigacze”, na przykład Roman Paszke i Zbigniew Gutkowski, ale także ludzie pływający w etapowych rejsach z dziećmi dookoła świata. Nagrody odbierali samotnicy i kapitanowie dużych jachtów. Wyróżnieni Srebrnym Sekstantem to często najbardziej znani, rozpoznawalni polscy żeglarze jak Krzysztof Baranowski i Krystyna Chojnowska-Liskiewicz. A są i tacy, którzy dokonując naprawdę wielkich rzeczy na morzach i oceanach, nie przebili się do powszechnej świadomości Polaków.

– Trudno chyba wybrać jedną osobę spośród tak wielu znakomitych żeglarzy?

– Rzecz jest trudna do ujęcia w matematyczny wzór. Ostateczna decyzja jest wynikiem dyskusji całego jury. Musimy wybrać tę jedną osobę, która dostanie najwyższe trofeum, ale jest i druga nagroda, i trzecia. Są wyróżnienia. Swoją nagrodę przyznaje prezydent Gdańska, specjalną funduje Polski Związek Żeglarski. Bractwo Kaphornowców jest wśród fundatorów odrębnych nagród. Tradycją jest, że magazyn „Żagle” przyznaje nagrodę, której laureat wybierany jest przez kolegium redakcyjne.

– Zdobywcą nagrody za miniony rok jest Szymon Kuczyński, czym wyróżnił się jego rejs spośród innych przedsięwzięć?

– Każdego roku kładziemy na szale różne dokonania i staramy się je ważyć. Teraz uznaliśmy, że nagroda należy się Szymonowi za jego samotny rejs dookoła świata na małej łódce. Dziś rejsy wokółziemskie, nawet samotne, nie są już jakimś ewenementem, ale Szymon konsekwentnie dążył do realizacji swojego planu, zgodnie z zasadami dobrej praktyki żeglarskiej. Mimo trudności technicznych udało mu się doprowadzić rejs od początku do końca w dobrym stylu.

– Staracie się różnicować nagradzane rejsy? Obowiązuje jakaś zasada o wprowadzeniu różnorodności, tak by dwa lata z rzędu nie nagradzać podobnych wypraw?

– To bez znaczenia. Wszystko określone jest kalendarzem. Przeglądamy cały żeglarski kalendarz z danego roku i wybieramy ten jeden. Nie ma znaczenia czy rok wcześniej ktoś otrzymał nagrodę za podobne przedsięwzięcie. Liczy się to, co w tym konkretnym roku działo się w polskim żeglarstwie morskim. Zdarzało się, że w kolejnych latach nagradzani byli ci sami kapitanowie. Tak było w latach 2013 i 2014, kiedy uhonorowaliśmy Ryszarda Wojnowskiego. Raz za pierwsze pokonanie Przejścia Północno-Wschodniego pod polską banderą na jachcie „Lady Dana 44”, a drugi raz za pokonanie Przejścia Północno-Zachodniego na tym samym jachcie, zamykające okołobiegunową pętlę.

– Kolejne nagradzane rejsy różnią się specyfiką i skalą trudności…

– Tu wszystkim rządzi kalendarz. Czasem jest tak, że mamy w danym roku dwa wielkie wydarzenia i musimy wybrać to jedno. I może być tak, że druga nagroda z jednego roku została przyznana za mniej spektakularny wyczyn, niż nagroda trzecia w roku następnym. Po prostu na przestrzeni lat podejmowane są różne wyprawy, a my skupiamy się na tym, co jest najważniejsze w jednym, konkretnym roku.

– Mamy początek 2017 roku, przed nami wręczenie nagród za rok ubiegły. Tymczasem w grudniu zbierze się jury, by przyznać nagrodę za tegoroczny wyczyn. Czy już przyglądacie się temu, gdzie są polskie jachty i dokąd jeszcze popłyną w tym roku?

– Oczywiście! Rejsy już trwają. Przyglądamy się im i czekamy na kolejne tegoroczne wyprawy polskich żeglarzy na morzach i oceanach świata.

Aleksander GOSK

Strona Rejsu Roku

 

 

NOWE PATENTY

 

NOWE PATENTY DLA ŻEGLARZY i MOTOROWODNIAKÓW.

Od kilku tygodni obowiązuje nowy system patentów żeglarskich i motorowodnych.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Sportu i Turystyki „w sprawie uprawiania turystyki wodnej” mamy obecnie trzy patenty żeglarskie i cztery motorowodne. Są nimi odpowiednio: patent żeglarza jachtowego, jachtowego sternika morskiego, kapitana jachtowego. Sternika motorowodnego, motorowodnego sternika morskiego, mechanika motorowodnego, kapitana motorowodnego. Obowiązują też dwie licencje. Na holowanie narciarza wodnego oraz obiektów pływających i licencja na holowanie statków powietrznych. Odpowiednie patenty należy posiadać chcąc prowadzić jachty żaglowe dłuższe niż 7,5 m lub motorówki o mocy silnika powyżej 10 kW.

Żaglarz jachtowy i sternik motorowodny

Ten podstawowy patent żeglarski lub motorowodny może zdobyć każdy, kto skończył 14 lat i zda egzamin. Aby jednak samodzielnie realizować uprawnienia z nich wynikające należy być pełnoletnim lub posiadać pisemną zgodę rodziców lub opiekunów prawnych. Patenty te upoważniają do prowadzenia na śródlądziu: odpowiednio jachtów żaglowych lub motorowych (bez ograniczenia mocy silnika, w tym między innymi także skutery). Na morskich wodach wewnętrznych oraz pozostałych wodach morskich w strefie do 2 mil od brzegu w porze dziennej: odpowiednio jednostek żaglowych lub motorowodnych ( również bez ograniczenia mocy silnika) o długości kadłuba do 12 metrów. Pamiętajmy jednak, że sternicy motorowodni do 16 roku życia mają pewne ograniczenia. Mogą bowiem pływać jedynie na jednostkach z silnikiem o mocy do 60 kW (nieco ponad 80 KM). Warto też w tym miejscu przypomnieć co należy rozumieć pod pojęciem „morskie wody wewnętrzne”. Zgodnie z odpowiednimi przepisami do kategorii tej zalicza się: Zalew Wiślany, Jezioro Nowowarpieńskie, Zalew Szczeciński wraz ze Świną i Dziwną, Zalew Kamieński, Odrę między Zalewem Szczecińskim a Szczecinem oraz część Zatoki Gdańskiej ograniczoną w przybliżeniu linią łączącą Hel z Krynicą Morską.

Jachtowy sternik morski i motorowodny sternik morski

Te tzw. „morskie” patenty mogą uzyskać wyłącznie osoby pełnoletnie, które odbyły co najmniej dwa rejsy po wodach morskich w łącznym czasie minimum 200 godzin żeglugi. Staż taki musi być poświadczony opiniami z rejsu, a w wypadku rejsów samodzielnych – kartą rejsu lub innymi dokumentami potwierdzonymi przez armatora. Należy także zdać egzamin. Posiadacze tych stopni mogą prowadzić odpowiednio jednostki żaglowe i motorowodne na śródlądziu w zakresie jaki przysługuje żeglarzom jachtowym i sternikom motorowodnym, a na morzu jachty żaglowe lub analogicznie motorowe o długości kadłuba do 18 m. Jachtowy sternik morski może też prowadzić takie motorówki jak motorowodny sternik morski, a motorowodny sternik morski może prowadzić takie jachty, jak jachtowy sternik morski, o ile posiada patent żeglarza jachtowego.

Kapitan jachtowy i kapitan motorowodny

Te dwa najwyższe stopnie można zdobyć bez konieczności zdawania egzaminu. Trzeba jednak posiadać patent motorowodnego sternika morskiego lub jachtowego sternika morskiego, a także staż morski: 1200 godzin w co najmniej sześciu rejsach, a w tym minimum 400 godzin samodzielnego prowadzenia jachtów o długości powyżej 7,5 metra, co najmniej 100 godzin na jachtach o długości powyżej 20 metrów, minimum 100 godzin na wodach pływowych z zawinięciem do co najmniej dwóch portów. Kapitanowie na śródlądziu mogą prowadzić wszystko to, co żeglarze jachtowi lub analogicznie sternicy motorowodni, a na morzu jachty żaglowe lub/i motorowe powyżej 18 m długości bez ograniczenia mocy silnika. Kapitan jachtowy może też prowadzić takie jachty motorowe jak kapitan motorowodny, a kapitan motorowodny może prowadzić takie jachty żaglowe jak kapitan jachtowy, o ile posiada patent żeglarza jachtowego.

Licencje

Licencję na holowanie narciarza wodnego lub innych obiektów pływających służących do uprawiania sportu lub rekreacji lub licencję na holowanie statków powietrznych, może zdobyć osoba pełnoletnia, która posiada co najmniej stopień sternika motorowodnego i zdała egzamin.

Wymiana starych na nowe

Wszyscy posiadacze dotychczasowych patentów, po dokonaniu odpowiednich opłat, będą mogli je wymienić na nowe. I tak: dotychczasowi sternicy motorowodni i żeglarze jachtowi mogą się ubiegać o patent nowego sternika motorowodnego lub żeglarza jachtowego. Starsi sternicy motorowodni oraz dotychczasowi morscy sternicy motorowodni i sternicy jachtowi oraz jachtowi sternicy morscy będą mogli uzyskać patent nowego motorowodnego sternika morskiego lub jachtowego sternika morskiego. O wydanie patentu kapitana motorowodnego lub kapitana jachtowego będą mogły się ubiegać osoby posiadające dotychczasowe uprawnienia kapitana motorowodnego, kapitana motorowodnego żeglugi bałtyckiej i kapitana motorowodnego żeglugi wielkiej lub analogicznie kapitana jachtowego, kapitana jachtowego żeglugi bałtyckiej i kapitana jachtowego żeglugi wielkiej.

Wiele elementów zawartych w omawianym tu rozporządzeniu budzi zapewne wiele wątpliwości, np. brak konieczności odbycia odpowiedniego szkolenia na poszczególne stopnie. Pamiętajmy jednak, że to nie patent czyni z nas odpowiedzialnych żeglarzy i motorowodniaków, ale wiedza i umiejętności.

Źródło: GAZETA JACHT-MARKET.com.pl

ZADUSZKI

ZADUSZKI

Zaduszki – dzień w roku, który winniśmy poświecić wszystkim tym, którzy odeszli na „ostatnią wachtę’. Tym z najbliższej rodziny i tym, którzy nas kształtowali, byli naszymi przewodnikami, którym zawdzięczamy to, kim dziś jesteśmy. Wspominam też wszystkich kolegów z morza, z którymi kiedyś pływem, a którym nie było dane zawinąć do macierzystego portu. Wspomnijmy ich wszystkich, zapalonym światłem dając znak, że o nich pamiętamy. Ja stawiam dwie lampki na ich grobach: czerwoną z lewej i zieloną z prawej, jak światła do portu, dla nich ostatniego. Ci, którzy do tego portu nie dopłynęli mają przez to wytyczoną powrotną drogę. Niech wiedzą, że wciąż o nich pamiętamy. Ze szczególną atencją wspominam moją polonistkę prof. Leokadię RZEPECKĄ, która zainspirowała moje pisanie, wuja Bolesława ROMANOWSKIEGO, który czuwał nad moją edukacją i kapitana Karola BORCHARDTA, u którego pisałem końcową prace dyplomową i który pociągnął mnie z Warszawy na morze. Zapalam im marynarskie znicze i chwilę z nimi „rozmawiam” dziękując im za to, co dla mnie uczynili. Odwiedzam też tablice i groby moich przyjaciół, którzy nie wrócili z morza, tych z „Athenian Venture”, z „Lerose Strenght” i innych statków. Brak mi tych wszystkich wspaniałych ludzi, którzy wypełniali w różnych czasach moje życie. Zapalmy światełka wszystkim tym, którzy z morza nie powrócili.

Kapitan LOBO

CZARNY DIAMENT

„Czarny Diament” na lądzie !!!!!!

Kiedy to piszę na Bałtyku wieje 10 w skali Beauforta

Dwa dni temu, 03.10.16  jeszcze tak nie wiało , na szczęście bo na ten dzień zaplanowałem operację wyciągnięcia  „Czarnego Diamentu” na brzeg. Port Rybacki w Pucku, poniedziałek, godzina 0800 wszystko przygotowane , żeby wyciągnąć jacht z wody. Łoże , na którym ma stać jacht, zostało dostarczone z Wiślinki przez  Grześka Falińskiego, speca od rozwiązywaniu wszelkich problemów.  Ponieważ stalowe łoże było bardzo duże  i nie można było przewieść  go w całości, Grzesiek postanowił je skrócić i własnym transportem , przy pomocy Borowego ( Mateusza Borowskiego ), na dwie raty dostarczył je do Pucka. Wcześnie o godz. 0700 na jachcie melduje się Andrzej Dębiec, szef klubu „Zejman”. Andrzej musi dogadać się z władzami jaką trasą dźwig może wjechać na teren portu.  O Godzinie 1000  z Gdańska wyjeżdża do Pucka 100 tonowy dźwig „Żuraw”. Pod jacht zjeżdżają się panowie  z puckiej Straży Miejskiej i oraz  Policji. Mimo deszczu i zimna zaczyna być gorąco.  Główny problem to wjazd takim kolosem do  portu.  Wąskie drogi dojazdowe to spore utrudnienie. Na dodatek nabrzeże  przy którym ma stanąć dźwig ma ograniczoną  wytrzymałość . Może się zarwać a  dźwig wyląduje w basenie portowym.  Od razu przypomniałem sobie czarny scenariusz gdy próbowałem wyciągnąć  „Diamencik”  w Odessie.  Ale Puck to przecież nie Odessa.  Po długiej dyskusji już wiem, że w porcie rybackim  operacja wyciągnięcia jachtu  na brzeg jest niemożliwa.  Na SZCZĘŚCIE  z pomocą  przychodzi Kierownik  Mariny w Pucku, pan Adam Baran. Proponuje przeprowadzenie „Czarnego” do mariny.  Jest tylko mały problem, czy głębokości na dojściu pozwolą na wpłynięcie do portu jachtowego.  Mimo dużego deszczu pan Adam wsiada do klubowej łodzi i dokładnie sprawdza głębokości w newralgicznych miejscach,  szansą jest wysoki stan wody w zatoce.  Po pomiarach przypłynął na brzeg  z dobrą wiadomością: – Kapitanie wygląda na to ,że damy radę.  To co, próbujemy? – Nie Mamy wyjścia! Uruchamiam  silnik i wypływamy z portu rybackiego.  Szef mariny doskonale zna tutejsze wody i bezbłędnie kieruje jachtem.  Po 30 minutach szczęśliwie dopływamy do nabrzeża mariny.  Tutaj czeka na nas dźwig. Rzeczywiście kolos.  Po godzinie „Czarny Diament” stoi na GOŚCINNEJ ZIEMI PUCKIEJ. Dziękuję panu Ryszardowi Kidybińskiemu, szefowi firmy „Żuraw”  oraz operatorowi dźwigu , Damianowi Mytychowi za świetną operację. Dźwig odjeżdża, a my z Grzesiem i Andrzejem zabieramy się za czyszczenia części podwodnej kadłuba z muszelek.  Po pracy Grzesiek wraca pospiesznie do Gdańska. A ja na obiad po sąsiedzku do Dębców.

-Jurku, czy to właśnie  nazywasz „wybitnym szczęściem” , kiedy udaje Ci się wyciągnąć jacht w przeddzień ciężkiego sztormu?-  pyta, gospodyni Dorota.

Tak, właśnie, trzeba mieć ogromne szczęście aby spotkać ludzi takich jak Grzesiek Faliński, który z wielkim zaangażowaniem  troszczy się o jacht i jego kapitana. Jego pomoc jest dla mnie nieoceniona. A Twój małżonek , z którym od wielu lat łączy nas przyjaźń i bardzo pomaga mi w wielu sprawach związanych z jachtem.  Nie mogę zapomnieć o Borowym, który jak tylko czas mu pozwala przyjeżdża z Olsztyna do Pucka , aby także mi pomóc. Podczas rejsu po Pacyfiku przekonałem się,  że mogę na nim polegać.

A TUTAJ W PUCKU !!!!!!!!

Nie wiem , czy zawitał bym tutaj , gdyby włodarze miasta na czele z Panią Burmistrz , Hanną Pruchniewską, tak gościnnie nie przyjęli mnie w tym pięknym Pucku.

Dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury Sportu i Rekreacji,  Pan Janusz Klimczuk oraz Szef Puckiej Mariny Pan Adam Baran ,  podejmują błyskawiczną decyzję.  Jak nie można wyciągnąć jachtu w porcie rybackim to może uda się w marinie.  NO I SIĘ UDAŁO  !!!!!!

Teraz czeka mnie remont jachtu i przygotowanie jachtu do zimowania.    Mimo niskich temperatur i silnych wiatrów prace posuwają się po woli do przodu. Przy końcu października planuję wyjazd do domu.

Serdecznie pozdrawiam  –  Jurek

PRÓCHNO I RDZA

Klasyczne jachty ponownie zawiną do Gdyni

W czwartek 6 października rozpocznie się ósma edycja zlotu jachtów z duszą „Próchno i Rdza”. W weekend w Gdyni pojawi się 31 jachtów i 270 żeglarzy.

Pierwszy zlot odbył się w 2009 roku na Helu i w Gdańsku, i brały w nim udział tylko jachty stalowe. Duże zainteresowanie imprezą spowodowało, że rok później na spotkanie przypłynęły również jednostki drewniane. W 2015 roku z okazji 50-lecia Pomorskiego Związku Żeglarskiego „Próchno i Rdza” po raz pierwszy pojawiło się w Gdyni. W tym roku znów do niej zawita. Organizatorzy zlotu przewidzieli atrakcje zarówno dla uczestników, jak i miłośników klasycznych konstrukcji. Żeglarzy czekają imprezy integracyjne i wspólne pływanie, natomiast mieszkańcy Gdyni i turyści będą mogli zwiedzić jachty i posłuchać koncertu szantowego w hangarze YK Stal Gdynia.

– Największą atrakcją dla mieszkańców Trójmiasta będzie to, że wszystkie jachty będzie można oglądać w piątek i w sobotę na Zatoce, a popołudniami zwiedzać w marinie – mówi Maciej Sodkiewicz, organizator zlotu. – W sobotę o 11 zrobimy wspólne zdjęcie uczestników zlotu – będzie ponad 270 osób ubranych na fioletowo, a równo w południe jachty wypłyną w paradzie wzdłuż Bulwaru Nadmorskiego.

Wśród klasycznych jednostek, które w piątek, 7 października wpłyną do Gdyni, znajdą się m.in. jacht „Legia”, na którym pływał pułkownik Ryszard Kukliński, „Mestwin” i „Lady Dana 44”, na których odbyto pionierskie rejsy polarne czy „Copernicus”, uczestnik pierwszych wokółziemskich regat Whitbread Round the World Race.

Program zlotu:

Czwartek, 6 października
17.00 – Spotkanie jachtów na Helu
19.00 – Odprawa kapitanów, rozdanie koszulek
20.00 – Wspólna biesiada w żeglarskiej restauracji Kutter (wstęp tylko w koszulkach zlotu)

Piątek, 7 października
11.00 – Wypłynięcie z Helu
11.00-16.00 – Wspólne pływanie we flotylli
16.00 – Wejście do Gdyni, zacumowanie w Basenie Żeglarskim przy Falochronie Wschodnim
17.00-19.00 – Możliwość zwiedzania jachtów przez mieszkańców miasta i turystów
19.00 – Odprawa kapitanów
20.00 – Impreza integracyjna w restauracji Kapitan Cook (wstęp tylko w koszulkach zlotu), posiłek dla uczestników

Sobota, 8 października
11.00 – Wspólne zdjęcie wszystkich uczestników zlotu
do 11.30 – Wypłynięcie jachtów na paradę
12.00-13.00 – Uroczysta parada jachtów wzdłuż Bulwaru Nadmorskiego
13.00-16.00 – Wspólne pływanie we flotylli do Mola w Sopocie
16.00 – Powrót do Gdyni, zacumowanie w Basenie Żeglarskim przy Falochronie Wschodnim
17.00-18.30 – Możliwość zwiedzania jachtów przez mieszkańców miasta i turystów
19.00 – Koncert Szantowy w hangarze YK Stal, konkursy i trójbój marynarski, grill dla uczestników

Niedziela, 9 października
9.00-12.00 – Wypłynięcie jachtów z Gdyni, zakończenie zlotu

Organizatorem zlotu jest Szkoła Żeglarstwa „Sekstant”, a partnerami strategicznymi miasto Gdynia i Pomorski Związek Żeglarski. Współpracę medialną zapewnia portal Żeglarski.info.

Szczegółowe informacje o Zlocie

Plakat

Rozmieszczenie jednostek

Źródło: żeglarski.info

BŁĘKITNA WSTĘGA ZATOKI GDAŃSKIEJ

Dariusz Grzegorzek zwycięzcą 65 Błękitnej Wstęgi Zatoki Gdańskiej

W sobotę 1 października na Zatoce Gdańskiej odbyło się „żeglarskie pospolite ruszenie” – regaty Błękitna Wstęga Zatoki Gdańskiej. Na liście startowej znalazło się niemal 120 jachtów, na których popłynęli amatorzy i „zawodowcy”. O tytuł najszybszej jednostki na Zatoce Gdańskiej ścigały się jednostki różnej wielkości; jednomasztowce i dwumasztowce, wielokadłubowce, jachty na hydroskrzydłach, katamarany, łódki sportowe i turystyczne – czyli niemal wszystko co pływa i jest napędzane żaglem. Regaty odbyły się przy słonecznej, choć mało wietrznej pogodzie. Trasa prowadziła wzdłuż wybrzeża z Gdyni, przez Sopot, do Gdańska i z powrotem, więc startujące jednostki były doskonale widoczne z brzegu, co przyciągało widzów, którzy z trójmiejskich plaż kibicowali startującym. Po zakończeniu wyścigu, zgodnie z wieloletnią tradycją, organizatorzy zaprosili uczestników do hangaru YK STAL na Sailors Party z rozgrzewającym poczęstunkiem i muzyką na żywo trójmiejskiego zespołu „deFibrylators”– jedną z ostatnich okazji do spotkań w gronie żeglarskim w tym sezonie. O godzinie 18 odbyła się ceremonia nagrodzenia zwycięzców poszczególnych grup oraz wręczenia „Błękitnej Wstęgi” dla najszybszego i „Czerwonej Latarni” dla jachtu, który przekroczył linię mety dokładnie o zachodzie słońca. Zwycięzcą 65 Błękitnej Wstęgi Zatoki Gdańskiej został Dariusz Grzegorzek (UKS Navigo Sopot) na katamaranie „Zielone Studio”, który triumfował też w grupie wielokadłubowców. Warto podkreślić, że pierwsze pięć jachtów na mecie regat to były katamarany z UKS Navigo Sopot. W grupie jachtów powyżej 12 m wygrał po raz kolejny Siergiej Pavlenko na jachcie  „Blagodarnost 2”. Wśród jachtów o długości od 9 do 12 metrów zwyciężył Daniel Dołęga (YKP Gdynia) na „Diamant 3000”, a w grupie jachtów o długości do 9 metrów pierwszy metę przekroczył jacht „JV 24” prowadzony przez Andrzeja Wyszyńskiego (YKP Gdynia). W grupie jachtów mieczowych najlepszy był Maciej Górecki na „Vetro Baltimal Sailing Team”. Słynną Czerwoną Latarnię, nagrodę przechodnią dla jednostki, która jako ostatnia w wyznaczonym terminie czyli przed zachodem słońca, przekroczyła linię mety, zdobył Aleksander Skibicki na „Elan ATSEA”. Dodatkowo,  Mieczysław Struk – marszałek województwa pomorskiego, ufundował specjalną nagrodę dla skippera – żeglarski zegarek startowy. Nagrodę fair play otrzymał kapitan „Copernicusa” za wciągnięcie do portu jachtu „Chwostek”. Ponadto zostali wyróżnieni i dostali nagrody: najszybszy klasyczny jacht drewniany „Kapitan II” ze sternikiem Jerzym Brezdeniem (JKMW Kotwica), najstarszy skipper regat – Czesław Perlicki oraz najmłodszy uczestnik regat – Leopold Wójcikiewicz (ur. 2008r.). Na zakończenie odbyła się licytacja, z której dochód przeznaczony był dla Hospicjum Dziecięcego im. Św. Wawrzyńca w Gdyni. Licytowano zdjęcia Roberta Hajduka, koszulkę olimpijską z podpisami polskiego teamu żeglarskiego z IO 2016 oraz model jachtu i zdjęcia jachtu „Copernicus”.

Źródło: żeglarski.info

JANUSZ KURBIEL – pożegnanie

Zmarł Janusz Kurbiel

W wieku 70 lat zmarł Janusz Kurbiel, mieszkający we Francji polski żeglarz polarny. Był organizatorem i uczestnikiem rejsów w rejony arktyczne. Wspólnie z żoną Joel, prowadził badania naukowe tych obszarów przy wykorzystaniu jachtu jako zaplecza logistycznego.

Z informacji przekazanych przez żonę kapitana jego polskim przyjaciołom wynika, że Janusz Kurbiel zmarł we śnie na jachcie kotwiczącym u wybrzeży Grenlandii podczas ich powrotu na południe. Na razie nie wiadomo, kiedy i gdzie zostanie pochowany.

Kapitan Kurbiel zajmował się przede wszystkim badaniem zmian klimatycznych, ale uczestniczył też w projektach z zakresu innych dziedzin nauki. W 1996 roku uzyskał stopień doktora klimatologii polarnej na paryskiej Sorbonie. Był autorem licznych książek i artykułów – relacji ze wypraw. Wielokrotnie uhonorowany nagrodami za wybitne żeglarskie dokonania.

Niektóre nagrody i wyróżnienia Janusza Kurbiela:
1988 – Nagroda Główna Srebrny Sekstant i Nagroda Rejs Roku dla kpt. Wojciecha Jacobsona, kpt. Janusza Kurbiela, kpt. Ludomira Mączki – pierwsze pokonanie arktycznego Przejścia Północno-Zachodniego z zachodu na wschód na s/y „Vagabond”.
1991 – Nagroda Główna Srebrny Sekstant i Nagroda Rejs Roku dla kpt. Janusza Kurbiela za dwukrotne opłynięcie Spitsbergenu na s/y „Vagabond 3”.
2005Nagroda Grotmaszta Bractwa Kaphornowców za dobrą robotę żeglarską w wyjątkowo trudnych warunkach – za rejs szlakiem francuskiego żeglarza Jules de Bloseville’a do północno-wschodnich brzegów Grenlandii.
2007Wyróżnienie Kolos 2007 dla Joelle i Janusza Kurbielów, za przygotowanie i realizację wyprawy naukowej na wody Grenlandii drewnianym jachtem „Vagabond’elle” i dotarcie do Ziemi Rasmussena we wschodniej Grenlandii – jednego z najbardziej niedostępnych miejsc na wyspie.
2010 – III Nagroda Honorowa Rejs Roku dla Joelle i Janusza Kurbielów za wyprawę Borealis 2009-2010 na wodach arktycznych na „Vagabond’elle”.
2012Honorowe wyróżnienie Rejs Roku dla Joelle i Janusza Kurbielów za wyprawę Borealis 2012 z pokonaniem Przejścia Północno-Zachodniego na jachcie „Marguerite I”.

57 NOCNE REGATY GWG

57 NOCNY WYŚCIG Z GDYNI DO WŁADYSŁAWOWA I Z POWROTEM

3 i 4 września na wodach Zatoki Gdańskiej i Bałtyku południowo-wschodniego odbył się po raz 57 nocny wyścig na trasie Gdynia-Władysławowo-Gdynia o Puchary Przechodnie Przewodniczącego Rady Miasta Gdyni oraz Prezesa Ligi Obrony Kraju. Regaty zaliczane są do Pucharu Bałtyku Południowego oraz Pucharu Zatoki Gdańskiej.

Klasyfikacja jachtów odbywała się grupach ORC1 i ORC2, KWR i OPEN. W grupie ORC1 zwycięzcą został „GoodSpeed” Łukasza Trzcińskiego (Jacht klub Stoczni Gdańskiej), a w ORC2 „Pallas” Jana Piernikarczyka (JKM Gryf Gdynia). W KWR „Rioja” Łukasza Stawskiego (AKM Gdańsk), a w OPEN „Bigger Johnka” Konrada Smolenia (YKP Gdynia).

Poniżej relacja organizatora i jednocześnie uczestnika regat Tomasza Konnaka z JKM Gryf Gdynia:

Regaty z tradycją – ktoś powiedział, że kultowe. Ostatnie w Polsce nocne regaty weekendowe. Na trasie stosunkowo długiej, ale nie jakoś przesadnie. Na trasie trudnej technicznie i taktycznie. Regaty mają numer 57, czyli trwają już ponad pół wieku. Najpierw liczby. Lista startowa liczyła 58 pozycji i poznaliśmy ją w piątek wieczorem. także w piątek jeden jacht zrezygnował, w sobotę jeden jacht doszedł. Okazało się, że na start nie dotarł też jeden jacht, a inny nie wystartował z powodu awarii. Tylko dwa jachty nie ukończyły regat, co jest znakomitym wynikiem. Ale sama frekwencja to mało. Podział na klasy był dość nietypowy. Klasa KWR to tylko 5 jachtów. Klasa OPEN była liczniejsza, ale też nie dominowała – 14 jednostek. Dominowała, i to zdecydowanie, klasa ORC: 39 jachtów zgłoszonych, 38 wystartowało, wszystkie jachty dotarły do mety. Flota 39 jachtów w ORC to nie tylko największa liczba w Polsce od lat, ale także znacząca liczba na Bałtyku.

Pogoda tym razem, co ostatnio zdarza się rzadko, była dla uczestników łaskawa. Wyjątkowo nie było burz, ulewy, sztormowych wiatrów, silnych szkwałów, dużych fal albo flauty i mgły porannej.
Wiatr cały czas wiał, mocniej lub słabiej, ale wiał. Nie było cisz, które potrafią być utrapieniem. Do tego Zatoka gładka jak stół, na pełnym morzu drobna falka, piękna pogoda i całkiem jasna noc. Nawet prądy tym razem były łaskawe i słabe.

Do tego kierunek wiatru tak się ułożył, że jedyna halsówka była z Helu do Gdyni, na metę. Z Helu do pławy WŁA dało się dojść jednym halsem, w drodze powrotnej dało się postawić spinakery. Dlatego też regaty były bardzo szybkie, ostatni jacht zameldował się na mecie w Gdyni o godzinie 9:24. Co tym razem zadecydowało o sukcesie? Pilnowanie prędkości i wyciskanie z jachtu maksymalnych osiągów w dość jednak słabym wietrze. Spinakery do Helu. Potem wybór optymalnej drogi wzdłuż półwyspu. Im bliżej brzegu, tym krótsza trasa i słabszy prąd, ale i słabszy wiatr. Gdzie było maksimum funkcji – można dyskutować długo. W drodze powrotnej dokładnie ten sam dylemat. Teraz jednak pod spinakerami lub genakerami, na granicy możliwości ich prowadzenia. Za to prawdziwe rozterki mogły się zacząć w drodze bezpośrednio na metę. Była halsówka pod prawie dokładnie przeciwny wiatr. Czołówka nie miała wyboru. Jachty na trochę dalszych pozycjach, płynące 2-3 godziny później, mogły trafić w głębi Zatoki Puckiej na korzystną odkrętkę w prawo. Kilka jachtów trafiło dobrze. W tej sytuacji pójście w lewo, prawym halsem pod Sopot, było złym pomysłem. Klasa ORC została podzielona na dwie grupy, które i tak były bardzo liczne. Było się z kim ścigać, a o to przecież chodzi.

Regaty od bardzo dawna mają wybitnie sportowy charakter i dlatego liczy się klasa ORC, liczą się poprawne wyniki oraz trudna rywalizacja na długiej trasie i w nocy. Może dlatego zgłasza się coraz więcej jachtów, które chcą się porządnie ścigać, w dobrej formule i w licznym gronie? Do tego przepłynięcie trasy w nocy jest wartością samą w sobie i nowicjuszom na długo pozostaje w pamięci. Puchary – historyczne – były za pierwsze miejsce w grupie ORC 1, w grupie ORC 2, w grupie KWR. Dodatkowo nagrody pieniężne, także za 2 i 3 miejsce w tych grupach. W klasie OPEN jest nagroda tylko za pierwsze miejsce, bez pucharu. Zwycięzca na tę nagrodę zapracował solidnie, bo różnica między jachtem pierwszym a drugim wyniosła tylko trzy sekundy. Wyjątkowo w tym roku wręczona została nagroda za pierwsze miejsce w klasyfikacji łącznej ORC, bo było to jednocześnie zwycięstwo w IV etapie Pucharu 90-lecia Gdyni.

Tekst: Tomasz KONNAK

CZARNY DIAMENT w Polsce

DO ENTUZJASTÓW MORZA I ŻEGLOWANIA  i do tych którzy nimi mogą zostać, Kapitan Jerzy Radomski pływa po świecie grubo ponad trzydzieści lat. Nie jest łowcą rekordów i laurów a pierwsze miejsce na podium polskich żeglarzy – podróżników to nie pościg za rekordowym wyczynem, lecz efekt swobodnej, pełnej pasji poznania świata i ludzi żeglugi oceanicznej pod biało – czerwoną banderą. I to na własny rachunek, bez sponsorów, reklam i banerów. Stary wagabunda jak mawia o sobie i jego legendarny jacht „Czarny Diament” przez te wszystkie lata żeglowania byli  dla wszystkich otwartą, pływającą ambasadą naszego kraju, przez którą przewinęli się obywatele całego świata, dowiadując się o naszej ojczyźnie tego wszystkiego co u nas piękne i wartościowe. Być polskim patriotą na co dzień z dala od polityki zwłaszcza dziś to trudna sprawa. Kapitan nim właśnie jest. Miasto Puck konsekwentnie buduje swój morski wizerunek, zaś kapitan Radomski myśli jak podzielić się z nami swoją wiedzą o świecie i o tym jak piękną życiową pasją może być żeglowanie po oceanach. Nie przypadkowo więc witamy jacht „Czarny Diament” w puckim porcie, gdzie jego dowódca znalazł przyjazną przystań i zakochanych w swoim mieście, otwartych na świat ludzi. Pani Hanna Pruchniewska burmistrz miasta Pucka w sobotę 6 sierpnia o godz. 15.10 wręczy Kapitanowi klucz do miasta, rozpocznając w ten sposób barwne morskie puckie święto – Dzień Kapra. Zapraszamy serdecznie na powitanie legendarnego Kapitana! Przybywajcie lądem i morzem pamiętając wszak, że głębokość trzech metrów to bezpieczna granica dla jachtów i mocno trzeba uważać na okoliczne mielizny. Puck jest miastem z morską duszą, z piękną kaperską tradycją, magicznym rynkiem i dumną, górującą nad zatoką  farą. To miasto dla entuzjastów ciszy i historycznych klimatów, czekające na nowe odkrycie przez żeglarzy zawsze tu serdecznie witanych. Na prawdę warto je zobaczyć i to przy tak niezwykłej okazji wpłynięcia naszego legendarnego Kapitana. Do zobaczenia na puckim nabrzeżu!

Klub Morza ZEJMAN